Translate

piątek, 16 listopada 2012

Rozdział 22.


- Dobra, dobra, litości! - krzyczałam wijąc się ze śmiechu.
- Nie ma litości na wojnie mała - powiedział śmiejąc się szatańsko.
- Mała? - powiedziałam śmiejąc się i próbując go gilgotać. Po chwili oboje się śmialiśmy siedząc na kanapie. Jakimś sposobem, owo siedzenie wyglądało tak, że ja leżałam właściwie na jego kolanach. Gdy się uspokoiliśmy siedział z zamyślonym wyrazem twarzy i mi się przyglądał. W pewnej chwili odgarnął kosmyk z mojej twarzy, najwyraźniej w szale śmiechu wyleciał z mojego koczka. 
- To co, oglądamy? - zapytał nadal mi się przyglądając.
- No pewnie, a nie jesteś głodny? Już przed czwartą - odpowiedziałam.
- A w sumie może coś bym zjadł.
- To co, coś z wczoraj odgrzewamy, czy zamawiamy pizze?
- Hm, pizza?
- Pewnie, tylko ty wybierasz skąd i jaką, bo ja nie wiem co dobrego macie w Bełchatowie jeszcze.
- Ok, to daj mi chwilę.
 Wyciągnął z kieszeni telefon i zadzwonił zamawiając dwie duże pizze z kurczakiem i słonecznikiem. Dowiedzieliśmy się że za 10 minut przyjedzie nasz obiad. Spędziliśmy ten czas na kłótniach o to jaki film teraz oglądamy.
- Hej, a może masz ochotę na piwo? - zapytał nagle Bartek.
- W sumie możemy coś tam wypić - powiedziałam z uśmiechem. - A nie zaszkodzi to twojej formie? - zaśmiałam się. Ponownie chciał mnie zagilgotać, ale zdążyłam się zasłonić poduszką. W tej samej chwili zadzwonił dzwonek do drzwi. Zeskoczyłam z łóżka i poszłam otworzyć. Poszedł za mną i zanim zdążyłam się zorientować  gdzie zostawiłam portfel, zapłacił za pizze, dał autograf dostawcy i zamknął za nim drzwi.
- To co? Jemy? - zapytał idąc w stronę salonu. Położył pizze na stole, a ja poszłam po dwa talerze. Gdy wróciłam już siedział i ponownie przeglądał tytuły. Dałam mu talerzyk i włączyłam film wcześniej wybrany zasiadając obok niego. Zjadłam jedynie dwa kawałki, on zjadł resztę tej pizzy, i kawałek z drugiej. Oglądaliśmy i gdy skończyliśmy jeść, zaczęły się straszne rzeczy. Usiadłam z kolanami pod brodą, a w gorszych momentach chowałam w nich głowę. Bartek przysunął się do mnie i objął mnie ramieniem.
- No już, spokojnie, to tylko film - szepnął mi do ucha. Spojrzałam w jego piękne niebieskie oczy i poczułam się o wiele bezpieczniej. Wtuliłam się jeszcze mocniej i oglądaliśmy. Gdy film się skończył jeszcze chwile siedzieliśmy w siebie wtuleni. Było mi niesamowicie wygodnie, ciepło, przyjemnie. Spojrzałam na niego, a on na mnie. Odsunęłam się odrobinkę i ucałowałam go w policzek.
- Dziękuję za ochronę, mój bohaterze - dodałam uśmiechnięta.
- Nie ma sprawy, polecam się na przyszłość - odpowiedział z promiennym uśmiechem. Przyjrzałam mu się uważnie, miał takie słodkie zmarszczki pod oczami gdy tak szeroko się uśmiechał. Podobał mi się, musiałam to w końcu przyznać sama przed sobą. Bardzo mnie zauroczył swoją osobą przez te trzy dni.
- To co teraz robimy? - zapytał nie wypuszczając mnie z uścisku.

jeny, prawie 1400 wejść, jesteście mega! <3
zapraszam również na : http://grecki-sen.blogspot.com/ . mój drugi blog ;)

środa, 14 listopada 2012

Rozdział 21.


- Aż tyle tego potrzeba? - zaśmiałam się do chłopaka, który właśnie zdejmował buty.
- No wiesz, ja dosyć sporo jem - odpowiedział uśmiechnięty. Ubrany był w ciemne jeansy, fioletową koszulkę i szarą bluzę na zamek. W chwili gdy mu się przyglądałam, przypomniałam sobie, że przecież nadal jestem w szarych spodniach dresowych, beżowych emu i nie rozpinanej zielonej bluzie z kapturem. No tak, zdolna Gosia zrobiła na pewno piorunujące wrażenie. No ale trudno, przecież nie będę teraz biegła do łazienki się przebierać. Musiał zauważyć to w tej samej chwili, bo zlustrował mnie z góry do dołu. Odwróciłam się i poszliśmy do salonu. Wyłożyłam jedzenie kupione przez Bartka i usiedliśmy wygodnie na sofie, a ja włączyłam film. "O północy w Paryżu" to jeden z moich ulubionych, bo uwielbiam Paryż tamtych lat, jak główny bohater. Nie byłam pewna, czy Bartkowi spodoba się film, więc co jakiś czas na niego zerkałam, ale oglądał. Zajadaliśmy się popcornem, ciastkami i całą resztą. Gdy film się skończył popatrzyłam na chłopaka siedzącego obok mnie, a on spojrzał na mnie.
- I jak ci się podobało? - zapytałam.
- Hm, może być w sumie. Chociaż ja chyba wolę horrory.
- Oo, no to jak chcesz i masz czas możemy jakiś włączyć teraz.
- Ok, tylko skoczę do łazienki.
- Mhm, chcesz kawę albo herbatę? - zapytałam wstając z sofy.
- Kawę.
 Poszedł do łazienki, a ja nastawiłam wodę na kawę dla niego i herbatę dla siebie. Chwilę później przyszedł do kuchni i przysiadł na krzesełku. 
- Możesz iść wybrać jakiś film, są na regale obok telewizora - powiedziałam odwracając się do niego. Podszedł do regału i zaczął przeglądać tytuły. 
- Z mlekiem kawa? - zawołałam w jego stronę.
- Tak.
 Zalałam oba gorące napoje i zabrałam je do salonu. Bartek wyjął już kilka filmów na stolik przed telewizorem.
- O rety, ty chcesz to wszystko obejrzeć?
- No pewnie! - powiedział śmiejąc się do mnie.
- Nie masz dzisiaj  treningu?
- Nie moja droga, nie pozbędziesz się mnie za szybko - odpowiedział ponownie się uśmiechając od ucha, do ucha.
- No trudno, jakoś to wytrzymam - powiedziałam wystawiając do niego język. Odwrócił się w moją stronę i przyglądał mi się chwilę z przymrużonymi oczami.
- Czy ja dobrze słyszałem? - zapytał zbliżając się do sofy na której siedziałam.
- Ale co?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie. Nie dowiedziałam się o co chodziło, bo zaczął mnie gilgotać, a ja zaczęłam się śmiać jak szalona.

poniedziałek, 12 listopada 2012

Rozdział 20.


 Posiedzieliśmy jakiś czas na dworze i wróciliśmy do domu. Impreza skończyła się około 3, gdy ostatni gość, czyli Bartek wyszedł do domu. Oczywiście gdy Ania z Robertem sprzątali, ja poszłam odprowadzić go do drzwi. Wymieniliśmy się numerami i zostawiając buziaka na moim policzku poszedł do domu. Skierowałam się do kuchni, żeby im pomóc, ale nie zdążyłam, bo moja siostra zarządziła, że posprzątamy jutro. Poszłam więc do swojego pokoju, przebrałam się w piżamę i usiadłam na łóżku związując włosy w koczka. Usłyszałam wibracje telefonu, więc wzięłam go do ręki.
*"Nie obudziłem?" przeczytałam sms od Bartka.
-"Nie, ale właśnie kładłam się do łóżka, Ty już w domu?"
*"No pewnie, taksówka i jestem ;)"
-"To dobrze, trzeba iść spać ;) bo jutro może być ciężki dzień"
*"Dlaczego ciężki? Jakieś plany?"
-"A tego jeszcze nie wiem ;p"
*"No to mogę Cię porwać na spacer?"
-"No pewnie, ale teraz wybacz, bo oczy same mi się zamykają ;p dobranoc ;)"
*"Dobranoc ;)"
 Odłożyłam telefon na szafkę obok łóżka i chwilę po zamknięciu oczu już spałam.
 Obudziłam się około 11. Ubrałam zieloną bluzę w kratkę i poszłam do kuchni sprawdzić gdzie są wszyscy bo było jakoś za cicho. Weszłam do kuchni i zobaczyłam na stole karteczkę z podpisem "Gosia". Podeszłam do stołu podjadając ciastko i przeczytałam, że Antek, Ania i Robert pojechali na trzy dni w góry, bo dostali wolne. No to super, zostałam sama z całym bałaganem. Stanęłam z rękami na biodrach i spojrzałam na salon. To co zobaczyłam mnie zaskoczyło. Pozbierałam talerze, szklanki i kieliszki, i zaniosłam je do kuchni na stół. Włączyłam głośno muzykę i zabrałam się za porządki. Po półtorej godzinie w całym domu było czysto i pachniało różnymi specyfikami do sprzątania. Stwierdziłam, że pora na śniadanie, ale wcześniej spojrzałam na telefon, Ania do mnie dzwoniła 20 minut temu.
- No cześć siostra, co chciałaś? - zapytałam gdy odebrała po 2 sygnałach.
- Zapytać czy się nie gniewasz, że cię zostawiliśmy z takim sajgonem.
- No co ty, należał wam się mały relaks.
- Dzięki Gosieńko, jesteś wielka! Masz jakieś specjalne zamówienia?
- Hm, w sumie nie wiem, jakby ci się coś takiego fajnego rzuciło w oczy to weź i już.
- Okej, dobra, kończę, zadzwonię jeszcze wieczorem. Nie wysadź nam domu - powiedziała śmiejąc się do telefonu.
- Postaram się, pa - powiedziałam i się rozłączyłam.
 Na śniadanie zrobiłam sobie płatki z mlekiem, bo po wczorajszej imprezie prawie wcale nie byłam głodna. Usiadłam przed telewizorem i postanowiłam włączyć jakąś komedię Woody'iego Allen'a. Uwielbiałam jego filmy. Usłyszałam dźwięk nadchodzącego sms i go prędko odczytałam.
 "Co robisz?" od Bartka.
 "Oglądam Woody'iego, a co?"
 "Spacer?"
 Spojrzałam za okno, prószył lekko śnieg.
 "A możesz chcesz się przyłączyć?"
 "Ok, za 10 minut będę. Przywieźć popcorn?"
 "No pewnie ;)"
 Poszłam do kuchni żeby wyłożyć do miseczek jakieś krakersy, z lodówki wyjęłam sok i wszystko zaniosłam do salonu. Po dokładnie 15 minutach usłyszałam dźwięk dzwonka do drzwi i poszłam je otworzyć. Wpuściłam Bartka do środka i odebrałam od niego reklamówkę z zakupami, w której była paczka popcornu, żelki jakieś ciastka i nie wiem co jeszcze.

niedziela, 11 listopada 2012

Rozdział 19.


 Wstałam z krzesła i jej pomogłam, a po chwili dołączyła do nas Daga. Robert zaczął z panem Markiem przemówienie, właściwie to pochwałę i podziękowanie za udany sezon, który co prawda się nie skończył, ale szedł im bardzo dobrze. Na zakończenie obaj otworzyli szampana i rozlali każdemu do kieliszka. Antek żeby nie czuł się maluchem dostał sok jabłkowy w kieliszku, jak zawsze w takich sytuacjach. Później impreza zaczęła się na dobre. Wszyscy gadali, śmiali się, kilka par tańczyło. 


Z perspektywy Bartka

Bardzo się cieszyłem, że będę miał okazję poznać ją bliżej. Siedziałem przy stole wygłupiając się z Antkiem i patrząc na Gosię gadającą z każdym po kolei. To Daniel ją zagadał, to Zati z Aśką, swoją dziewczyną. W pewnej chwili podeszła do mnie Hania.
- No hej przystojniaku, co tam? - powiedziała siadając na krześle obok.
- W porządku - odpowiedziałem zerkając na nią. Antek wstał i pobiegł tańczyć, bo akurat leciało coś żywszego.
- Pogadaliście sobie co?
- Trochę.
- Ale za to jakie efekty! Oboje ciągle na siebie zerkacie, banany wam nie schodzą z mordek, no no. Ładnie się robi mój drogi.
- Zwariowałaś - powiedziałem śmiejąc się do niej.
- Pogadamy za tydzień.
 I sobie poszła.


Z perspektywy Gosi

 Wieczór był bardzo udany, dużo się śmialiśmy, tańczyłam z Winiarem, Danielem i kilka razy z Bartkiem. Gdy Antek zasnął na kanapie Kurek wziął go na ręce, a ja poszłam mu pomóc przy przebieraniu chłopca. Leżał już sobie smacznie w łóżku przykryty po same uszy, a ja się nad nim nachyliłam i dałam mu buziaka w czoło. Już zbieraliśmy się do wyjścia, gdy wpadłam lekko na Bartka. Przytrzymał mnie za rękę i lekko się zaśmiał. Wyszliśmy z pokoju do salonu, gdzie na stołach stały już kieliszki z winem, oraz kieliszki, wiadomo z czym. Impreza kręciła się nadal, wszyscy bawili się świetnie. Wypiłam już chyba 3 lampki wina gdy podszedł do mnie Kurek.
- Chcesz iść się przewietrzyć? - zapytał.
- Mhm - odpowiedziałam idąc w stronę holu po kurtkę i kozaki. Ubrałam emu, bo uznałam, że będzie mi w nich najcieplej, a na szyi zawinęłam gruby szal. Wyszliśmy w ciszy na podwórko. Bartek otarł ławeczkę ze śniegu i usiadł, a ja obok niego.
- Bardzo dobre jedzenie - powiedział po chwili milczenia.
- Dzięki - odpowiedziałam i spojrzałam na niego. Patrzył w niebo, na którym było dużo gwiazd. - Piękny widok - dodałam. Spojrzał na mnie i się uśmiechnął.
- W rzeczy samej - powiedział nie odrywając ode mnie wzroku. Całe szczęście było zimno, więc może nie zauważył, że się zarumieniłam. Zawiał dosyć chłodny wiatr i się zatrzęsłam. Nie uszło to jego uwadze i już byłam w jego ramionach. Mimo warstw ubrań, które nas dzieliły czułam ciepło, które od niego biło. Czułam się taka malutka jak chyba nigdy.

sobota, 10 listopada 2012

Rozdział 18.


Z perspektywy Bartka

Gdy wtedy nasze oczy się spotkały, wiedziałem, że koniec ze mną. Chciałem poznać tą dziewczynę, chciałem się do niej przytulać ze szczęścia i gdy jest mi źle. Chciałem poczuć jej usta na swoich. Tak dużo chciałem w tej jednej sekundzie, że zapomniałem o całym świecie. Na całe moje szczęście ona też nie odrywała ode mnie wzroku. Poczułem jak jej ręka obejmuje mnie w pasie. 
- Oooo, jak wy uroczo razem wyglądacie - dopiero głos Dagi przywrócił mnie na ziemię. Spojrzałem na nią, ale już się oddalali z Michałem. Spojrzałem ponownie na Gosię.

Z perspektywy Gosi

 Słowa Dagmary przywróciły mnie do rzeczywistości. Popatrzyłam na nią, ale już zaraz ich nie było. Spojrzałam na Bartka, który też na mnie patrzył. Znowu fala uczuć mnie zalała. Chciałam patrzeć w jego błękitne oczy do końca tego wieczoru, do końca świata. Nie wiedziałam czy mogę go tak obejmować, ale on też mnie nie puszczał, całe szczęście. Czułam, że teraz jest wszystko ok.
- Możemy pogadać? - zapytał patrząc mi nadal w oczy.
- Pewnie, chodź - zaprowadziłam go do swojego pokoju.
 Usiadłam na łóżku i poklepałam miejsce obok siebie. Chwilę chodził po pokoju, ale w ostateczności usiadł obok mnie.
- Więc, chciałbym cię poznać, oczywiście jeśli mi na to pozwolisz - powiedział jednym tchem. Wyglądał straszliwie słodko gdy tak na mnie patrzył niepewnie.
- Pytaj o wszystko co chcesz wiedzieć - wyglądał jakby mu ulżyło.
- Ile masz lat? Czym się zajmujesz? Co chcesz robić w przyszłości? Gdzie chcesz to robić? Jaki jest twój ulubiony kolor?
- O rety, haha, spokojnie. Więc po kolei, mam 19 lat, za trzy miesiące piszę maturę, uczę się w liceum w Warszawie. Jeszcze dokładnie nie wiem co chcę robić w przyszłości, a moim ulubionym kolorem jest miętowy i malinowy.
- Widzę, ładnie ci w nich - powiedział uśmiechając się.
- Dzięki - powiedziałam odwzajemniając uśmiech. Gadaliśmy jeszcze pół godziny, o wszystkim i o niczym. W pewnej chwili jednak usłyszałam jak burczy mu w brzuchu. Zaczęłam się śmiać, a on się dołączył.
- Chodź, przecież się z Anką narobiłyśmy pyszności, idziemy zjeść - powiedziałam wstając z łóżka. Gdy tylko przekroczyliśmy próg pokoju zalała nas fala ciepła z salonu, ludzie siedzieli gdzie się dało, kilka par tańczyło. Nim się obejrzałam już Antek na mnie wskakiwał. Przeszliśmy do kuchni i Bartek zaczął nakładać sobie jedzenie.
- Jadłeś Antoś? - zapytałam chłopca siedzącego mi na rękach.
- Taaaak, ale jeszcze nie próbowałem, o tego ciasta. Nałożysz mi?
- No pewnie - powiedziałam stawiając go na podłodze. Rozejrzałam się za Bartkiem, a on już siedział przy stole w salonie. Nałożyłam małemu to co chciał i wysłałam go, żeby zajął mi miejsce przy stole. Wzięłam sobie trochę sałatki i skierowałam się do chłopaków. Antek zajął mi miejsce obok Bartka. Siedzieliśmy, jedliśmy i niespodziewanie Robert wstał z miejsca, wyjął z lodówki szampana, a Ania zaczęła wyjmować kieliszki.

czwartek, 8 listopada 2012

Rozdział 17.


 Anka jak zwykle przesadzała, ale wyglądała ślicznie. Wyszła z pokoju i zaraz było :
- Ooo, pani Aniu, jaka pani śliczna.
 I różne tego typu zdania.
- A gdzie ciocia? - zapytał Antek.
- U nas w sypialni, idź po nią kochanie - to już moja siostra. No zwariowała. Przejrzałam 
się jeszcze raz szybko w lustrze, wzięłam do ręki perfum Anki, taki, który lubiłam 
najbardziej i się nim wypsikałam. Gdy go odstawiałam do pokoju wpadł Antek.
- Ciociu, ciociu .. - spojrzał na mnie i zaniemówił.
- Chodź Antula idziemy do gości - powiedziałam chwytając go za rękę. Skierowałam się w 
kierunku drzwi biorąc głęboki oddech.

Z perspektywy Bartka
 Wszyscy gadali, a ja czekałem, aż Antek wróci z Gosią. Spojrzałem w stronę drzwi i nogi mi 
się ugięły gdy stanęła w nich ona. Wyglądała cudownie! Jej czarne włosy były rozpuszczone 
spadając strąkami loków na ramiona aż do końca łopatek. Na szyi wisiał jej złoty naszyjnik 
z malinowym oczkiem pasującym do butów. Miała na sobie miętową sukienkę przed kolano, bez 
dekoltu praktycznie. Na oczach miała idealnie namalowane czarne kreski. Była zjawiskowa. 
Gdy Alek szturchnął mnie łokciem zrozumiałem, że muszę mieć niesamowicie głupi wyraz 
twarzy.
- Dobry wybór stary.
 Nasze oczy się spotkały. Już do niej szedłem, ale uprzedził mnie Winiar.

Z perspektywy Gosi
 Bartek.. Był pierwszą osobą, której szukałam w tłumie. Nasze oczy się spotkały i 
widziałam, że miał ochotę podejść. Winiar jednak był szybszy.
- Ooo, proszę, proszę. Widzę, że koleżanka, bardzo dobrze się maskuje na co dzień.
- Słucham? - zapytałam.
- To znaczy nie żebyś na co dzień nie wyglądała równie ładnie, ale dzisiaj to już 
przesadziłaś.
- Haha, dzięki. Gdzie masz wybrankę serca? 
- No właśnie podchodzi. Daga, to jest Gosia.
- Cześć - powiedziałam uśmiechając się do ładnej brunetki.
- Hej, nie wyobrażasz sobie ile się już nasłuchałam opowieści o tobie, haha - powiedziała 
uśmiechając się do mnie i ściskając moją dłoń.
- No co ty gadasz! Mam nadzieję, że nie nakłamał za dużo?
- Prawie wcale - powiedziała przytulając się do Michała. Wyglądali razem tak słodko. Było 
widać wręcz w ich oczach jak bardzo się kochają.
- Cześć gołąbeczki - powiedział Bartek. Wyglądał niesamowicie w dopasowanym czarnym 
garniturze i jasno-miętowej koszuli.
- Ej, wyglądacie jakbyście przyszli razem, haha - zaśmiała się Daga. Popatrzyłam na Bartka, 
a on na mnie. - No Bartek ma podobny kolor koszuli, do koloru twojej sukienki - dodała.
 Bartek spojrzał na swoją koszulę i na moją sukienkę po czym uśmiechnął się promiennie.
- To się nazywa telepatia Daga - powiedział obejmując mnie ramieniem. Winiar zrobił wielkie 
oczy i przyjrzał się Bartkowi. Zrobiłam to samo i napotkałam oczy chłopaka wpatrzone we 
mnie.

poniedziałek, 5 listopada 2012

Rozdział 16.


Rozumiałem, ale zaczynałem się bać tego co do mnie mówiła.
- To znaczy, że ona.. 
- Nie głupolu, tego nie powiedziałam.
- To znaczy?
- O masz idiote, oczy ci się aż zaświeciły! Znam ją tylko z tego meczu, dokładniejsze rozeznanie będę miała po dzisiejszym wieczorze. Ale powiedz ty mi jedną rzecz. Po tym jak dostałeś nagrodę MVP co jej powiedziałeś?
- Emmm, nie pamiętam, takie emocje i w ogóle.
- Kurek, ty weź nie ściemniaj. Widziałam, że coś mówiłeś.. widziałam jej minę. I twoje szczęście na twarzy. Słucham.
- No dobra, bo i tak przed tobą nic się nie ukryje. Tylko nie krzycz.
- Matko święta - złapała się za głowię - gadaj, bo zaczynam się bać.
- Powiedziałem, że statuetka jest wspaniała.. i że to dzięki niej.
- Aaaa widzisz, to stąd ten durnowaty wyraz twarzy u niej. Nie wiedziała o co chodzi, ale chyba lekko się ucieszyła. Ale co ci do głowy strzeliło, żeby mówić takie rzeczy dziewczynie, którą znasz jeden dzień. Ja nie wiem co się z tobą dzieje.
- Hania, uwierz mi, momentami sam nie wiem co się ze mną dzieje.
 Dojechaliśmy pod dom. Wziąłem szybki prysznic, ogoliłem się, i poszedłem się ubrać. Przed 18 zebrałem się i pojechałem z głową pełną myśli i oszalałym sercem do Alka.


Z perspektywy Gosi

Nie mogłam zostać do końca, bo Ania zadzwoniła, że mamy wracać i pomóc w przygotowaniach do kolacji. Antek oczywiście marudził, ale Robert go przekonał, że przecież cała drużyna później przyjedzie. Gotowałyśmy, smażyłyśmy, piekłyśmy. Robert sprzątał i Antek oczywiście mu pomagał. Chłopacy poszli się kąpać po kolei, my skończyłyśmy i przed 18 szłam pod prysznic. Zrobiłam to najszybciej jak mogłam, zawinęłam się w szlafrok i pobiegłam do pokoju. Wysuszyłam włosy dyfuzorem, żeby mieć mój ukochany busz, ubrałam się w szałową sukienkę i pomalowałam. Chwilę później wpadła do mnie Anka.
- Siostra, miałaś mnie .. - i zamarła na chwilę gdy mnie zobaczyła. - Jezusie, jak ty pięknie wyglądasz! Gośka.
- No dobra, dobra, komplementy później, chodź cię pomaluję.
- Właśnie - i usiadła na krześle. 10 minut później była umalowana.
- Ty leć się ubierać, bo się nie wyrobisz, a pani domu musi przecież drzwi otwierać.
 Poszła do swojej sypialni i zaraz usłyszałam jak mnie woła. Poszłam zapiąć jej sukienkę, a w połowie zamka usłyszałyśmy dzwonek do drzwi.
- Oho, przyszli. Masz tu suszarkę i szczotkę? Ogarnę ci szybko włosy.
- Na komodzie.
 Słychać było rozmowy i śmiechy. Chwilę później obie byłyśmy gotowe. 
- Myślisz, że są już wszyscy? - zapytałam patrząc na nią gdy przeglądała się w lustrze.
- No chyba tak. Oni jakimś cudem zawsze przychodzą jednocześnie.
- To idziemy?
- No chyba, ale czekaj, ja wejdę pierwsza, ty wejdź chwilę później, chcę zobaczyć ich miny jak wyjdziesz z pokoju.
- Jakie miny?
- No zobaczysz, wyglądasz tak pięknie, że będą szukać szczęki na podłodze.

wybaczcie, że tak długo mnie nie było. mam nadzieję, że się podoba ;)
i ogólnie wielkie dzięki za te ponad 1000 wyświetleń, jesteście mega! ;*
tylko gdybym mogła więcej komentarzy prosić, bo napędzają do dalszej pracy ;)