Kurek gładził mnie po ramieniu i gdyby nie to, że Antek wpadł do pokoju krzycząc, że zaraz obiad, pewnie bym zasnęła. Leniwie podniosłam się i usiadłam wyciągając ręce by pomóc siatkarzowi. Zaczął się śmiać, ale chwycił moje dłonie. Gdy już siedział ucałował mnie mocno w usta. Z początku byłam w sporym szoku, ale chwilę później odwzajemniła pocałunek. Chłopak pierwszy wstał z łóżka, po czym pomógł mi i nie puszczając mojej dłoni skierował nas w stronę kuchni. Przy stole wrzała dyskusja na nie znany nam temat, więc po prostu się dosiedliśmy. Wszyscy zajęli się nakładaniem sobie pyszności, które przygotowały mama z Anią.
- No to dzieci, jak się poznaliście? - zagadnęła mama mnie i Bartka. Spojrzeliśmy po sobie i oboje szeroko się uśmiechnęliśmy.
- Na treningu - powiedział siatkarz.
- Oczywiste - dodałam całując go w policzek.
- Jeny, Tadziu, pamiętasz jak my byliśmy tacy młodzi? - zapytała mama tatę.
- Pewnie, że pamiętam. Byłaś równie piękna jak dzisiaj, miałaś ewentualnie kilka siwych włosów mniej - odpowiedział mężczyzna,
- Kilka? Chyba kilkadziesiąt czarusiu - odpowiedziała łapiąc jego dłoń leżącą na stole obok niej. Tata podniósł obie dłonie i ucałował wierzch dłoni mamy. Obie z Anią jak zwykle się rozczuliłyśmy. Byłam szczęściarą, że moi rodzice po tylu nawet latach aż tak się kochali, a co najważniejsze nadal to sobie okazywali. W naszym domu było zawsze mnóstwo miłości, dlatego nie dziwiło mnie, że Ania zbudowała taką samą atmosferę dla swojego syna. Spojrzałam na Kurka, który przyglądał się rodzicom z nie mniejszą fascynacją co ja czy Anka. Jednak gdy zobaczył że na niego zerkam uniósł kąciki ust jeszcze wyżej i nachylił się żeby mnie pocałować.
Obiad mijał spokojnie, gdy usłyszałam, że mój telefon znowu dzwoni. Przeprosiłam wszystkich i poszłam w kierunku melodii. Podniosłam komórkę z łóżka i gdy na wyświetlaczu zobaczyłam "Alek" przypomniałam sobie, że jesteśmy na dzisiaj umówieni na imprezę.
- Słucham? - powiedziałam odbierając połączenie.
- Cześć młoda, mam nadzieję, że nie zapomniałaś o naszej szalonej zabawie do białego rana?
- Jasne, że nie! Najpierw w klubie, a później?
- Później jedziemy taksówkami do tego pensjonaciku, gdzie Plina organizował imprezę z okazji przyjazdu siostry.
- Dobra, o której zaczynamy?
- Umawialiśmy się na dwudziestą z barmanami.
- Ok, to tak przyjedziemy.
- Taksówką!
- Dobra, Aleks, widzimy się później.
- No na razie.
Wróciłam do stołu gdzie rozprawiano o siatkówce, o sezonie reprezentacyjnym i tym podobnym.
- I ty Gosia nie boisz się go tak puścić samego w świat? - zapytała mama gdy usiadłam na swoim miejscu obok chłopaka.
- Ciekawe co by miało się stać? Jedzie ze specjalistami od trenowania, od masaży, nic mu nie będzie jest duży - odpowiedziałam gładząc go po policzku.
- Ale mi nie o to chodziło dziecinko.
- A o co?
- No wiesz .. fanki!
- Ah, to. Nie, jak ma uciec to ucieknie prędzej czy później - powiedziałam odwracając się do Bartka i wystawiając mu język.
- Nigdzie się nie wybieram - odpowiedział całując mnie w czoło.
- To dobrze kochanie. Pamiętasz, że jesteśmy dzisiaj umówieni?
- Tak, pewnie, impreza z siatkarzami.
- Jedziesz się przebrać?
- Tak, wrócę po ciebie po dziewiętnastej, ok? Dziękuję państwu za pyszny obiad, do zobaczenia - powiedział wstając z krzesła i żegnając się z wszystkimi. Wstałam chwilę później i poszłam go odprowadzić do drzwi. Dałam mu całusa i powiedziałam, że ma być taksówką, bo tak zarządził Alek. Wróciłam do stołu i pogadałam jeszcze chwilę z rodzinką, a jak się okazało była już siedemnasta. Poszłam do swojego pokoju i otworzyłam szafę, myśląc w co by się tu ubrać. Dłuższą chwilę się zastanawiałam, ale w końcu zdecydowałam się na taki zestaw . Wzięłam ubrania i poszłam wziąć prysznic. Piętnaście minut później stałam w szlafroku, z turbanem na głowie i myłam twarz. Następnie wysuszyłam włosy dyfuzorem, żeby loki nabrały formy, przebrałam się i pomalowałam. Powędrowałam do pokoju zapakować torebkę i zauważyłam, że mam jeszcze ponad pół godziny. Wzięłam telefon i poszłam do salonu gdzie rodzinka oglądała film.
- Wooow, Gosia! - powiedział Robert gdy usiadłam na fotelu. Antek zaraz wskoczył na moje kolana i się przytulił.
- Uważaj ślicznotko bo dziecko ci zaśnie - dodała Ania.
- Spokojnie, damy radę, nie mały? - odpowiedziałam zagadując chłopca, który pokiwał mi głową. Siedziałam z nimi oglądając jakiś film przygodowy, gdy Bartek puścił mi strzałkę. Uściskałam wszystkich i powiedziałam, że wracam jutro. Ubrałam kurtkę, buty i wyszłam w ciemny wieczór. Kurek czekał na mnie oparty o furtkę i szeroko się uśmiechając. Ucałowałam go w usta i weszliśmy do taksówki. Dziesięć minut później wysiedliśmy pod klubem. Nie było kolejek, co oznaczało, że zamówili cały lokal na ten wieczór, ale w sumie się nie dziwiłam. Kto by chciał w wolny wieczór, gdy idzie się pobawić być obleganym przez szalone fanki. Weszliśmy do środka gdzie powoli słyszało się muzykę. W szatni oddaliśmy kurtki i zostaliśmy pokierowani na salę główną gdzie wszyscy już czekali.
Łukasz "Ziomek" Żygadło ;)
Translate
poniedziałek, 8 lipca 2013
środa, 3 lipca 2013
Rozdział 58.
Zaparkowaliśmy pod domem, wysiedliśmy i poszliśmy za ręce do środka. Antek już od wejścia się na nas rzucił. Gdy ja zdejmowałam kurtkę wisiał na Bartku, później się zamienił. Do salonu wkroczyliśmy w trójkę, a na stole stało już wino.
- No dzień dobry państwu - powiedziała mama wstając i obejmując najpierw mnie, później siatkarza. Tata wobec mnie zrobił to samo co mama, ale z Bartkiem podał sobie ręce, jak na mężczyzn przystało. Wiedziałam, że to jedynie taka postawa, ale ojciec od zawsze był skryty, nie sposób było odczytać co czuje. Zasiedliśmy na kanapie, a rodzice opowiedzieli jak spędzili urlop w górach. Pokazali nam wszystkie zdjęcia, rozdali prezenty. Tak jakby dopiero wrócili, no ale w sumie wczoraj nie było kiedy opowiadać. Ania dostała piękny naszyjnik z pereł, Antek śmieszną czapkę i grę planszową, Robert sweter, a ja ulubione perfumy.
- Dla ciebie Bartku niestety nic nie mamy - powiedziała zakłopotana mama.
- No jak to nie - odezwał się mój szwagier. - Przecież te perfumy są dla dwojga - zaczęliśmy się wszyscy śmiać. - Zawsze jak Gosia się nimi popsika będzie chłopak na nie skazany.
Wzięłam flakonik do ręki, popsikałam szyję i zaciągnęłam się zapachem.
- Ooo, już go kokietuje - dodała Anka. Spojrzałam na Bartka, powąchał moją szyję i szeroko się uśmiechnął.
- Bardzo ładny zapach - powiedział, za co pocałowałam go w usta.
Chwilę później usłyszałam dźwięk swojego telefonu. Przeprosiłam wszystkich i poszłam odebrać do holu.
- No cześć, Julka, co tam? - powiedziałam.
- Ty lepiej raz, dwa, trzy odpalaj lapa! Wysłałam ci link do arcyważnej strony, którą musisz zaraz zobaczyć - usłyszałam w odpowiedzi.
- Ale..
- Żadnych ale, włączasz laptopa i oglądasz.
- Bartek jest u mnie.
- Tym lepiej, zobaczycie oboje - po tych słowach poszłam w kierunku swojego pokoju, bo mnie zaciekawiła.
- No ale rodzice też są.
- Już o tym wiedzą.. Zaraz, już go przedstawiasz rodzicom?! W jakim wy tempie idziecie w tym związku?!
- Julka! Rodzice wracając z gór zajechali do Bełchatowa i Bartek został zaproszony na kolację.
- Dobra, dobra. Masz już tego lapa włączonego?
- No za momencik, już się włącza, zaraz będzie.
- No to od razu odpal fejsa, masz tam linka.
- Włączam, loguję się, dobra, mam. Otwieram.. Czekaj.
- No czekam, czekam..
- O jezuniu! "Nowa dziewczyna Bartka Kurka" ?! Kuuuurek!
- To ja zadzwonię później, pa mała.
Wcisnęłam czerwoną słuchawkę i poczekałam na chłopaka czytając powoli informacje zawarte na stronie oraz przeglądając zdjęcia, na których szliśmy za rękę, całowaliśmy się i wychodziliśmy z jego kamienicy.
- Co jest piękna? - zapytał wchodząc do pokoju siatkarz. Odwróciłam w jego stronę laptopa i czekałam na jego reakcję. Przysiadł na skraju łóżka i zaczął czytać artykuł. Gdy zjechał do zdjęć na jego twarzy pojawił się uśmiech.
- Czemu się uśmiechasz?! - zapytałam zamykając laptopa.
- No bo ładnie wyszliśmy, nie wiedziałam, że taka ładna z nas para.
- Nie denerwuje cię to, że jakieś plotkarskie strony o nas piszą?
- Myślałaś że tego unikniemy? Kochanie, jesteś dziewczyną Bartka Kurka, siatkarza polskiej reprezentacji mężczyzn. Jestem chcąc nie chcąc osobą publiczną.
- No dobra, rozumiem. Nie przywykłam po prostu do oglądania siebie w internecie, na stronach plotkarskich.
- Będziesz miała na to jeszcze mnóstwo czasu - powiedział przytulając mnie mocno.
Znowu zadzwonił mój telefon, tym razem Hania.
- Hej, Kurkowa, widziałam wasze piękne zdjęcia na tej stronce. Wiesz, że właśnie Bartek stracił setkę albo i kilka tysięcy "hot" fanek? -powiedziała zadowolona gdy odebrałam.
- Jak ty mnie nazwałaś?
- Tylko tyle przyswoiłaś z tej całej wypowiedzi? Hahaha, ja nie wiem co wy tam robicie, ale oby nie było z tego jeszcze małych Kureczek.
- Hanka!
- Co, co powiedziała - wtrącił się Bartek.
- Powiedziała, że mamy na razie nie robić małych Kureczek.
Oboje wybuchnęliśmy śmiechem, po czym przyjmujący zabrał mi komórkę i powiedział :
- Nic nie obiecuję, strasznie ciężko mi się powstrzymać.
- To wy chyba gromadkę spłodzicie jak już zamieszkacie razem! - powiedziała na tyle głośno, że usłyszałam. Spojrzałam na Bartka, który zrobił zaraz uśmiechniętą minę i uniósł kciuk do góry.
- Zwariowałeś?! Nie będę tyle na porodówce leżeć! - odpowiedziałam dając mu kuksańca w żebra.
- No jak to nie? Będziemy później mieli "tupot małych stóp". Nie podoba ci się taka wizja? - zapytał obejmując mnie czule i całując chwilę później w obojczyk. Przeszedł mnie szybki dreszcz co nie uszło jego uwadze bo szeroko się uśmiechnął i powtórzył czynność.
- Ej! Ale rozłączcie się najpierw - zawołała Hanka, o której już zapomnieliśmy. Zaczęłam się śmiać po czym pożegnałam dziewczynę i rzuciłam komórkę na łóżko. Odwróciłam się do przyjmującego, który leżał na kołdrze i poklepał miejsce obok siebie. Długo nie musiał mnie prosić, bo uległam i wtuliłam się w jego tors.
***
Przepraszam za tak długą przerwę, ale miałam jakąś blokadę. Mam nadzieję, że dzisiejsza wena pozwoli mi na to, żeby napisać od razu poniedziałkowy rozdział ;)
A tu macie świra Bartka z Rudym Kojotem ;D
- No dzień dobry państwu - powiedziała mama wstając i obejmując najpierw mnie, później siatkarza. Tata wobec mnie zrobił to samo co mama, ale z Bartkiem podał sobie ręce, jak na mężczyzn przystało. Wiedziałam, że to jedynie taka postawa, ale ojciec od zawsze był skryty, nie sposób było odczytać co czuje. Zasiedliśmy na kanapie, a rodzice opowiedzieli jak spędzili urlop w górach. Pokazali nam wszystkie zdjęcia, rozdali prezenty. Tak jakby dopiero wrócili, no ale w sumie wczoraj nie było kiedy opowiadać. Ania dostała piękny naszyjnik z pereł, Antek śmieszną czapkę i grę planszową, Robert sweter, a ja ulubione perfumy.
- Dla ciebie Bartku niestety nic nie mamy - powiedziała zakłopotana mama.
- No jak to nie - odezwał się mój szwagier. - Przecież te perfumy są dla dwojga - zaczęliśmy się wszyscy śmiać. - Zawsze jak Gosia się nimi popsika będzie chłopak na nie skazany.
Wzięłam flakonik do ręki, popsikałam szyję i zaciągnęłam się zapachem.
- Ooo, już go kokietuje - dodała Anka. Spojrzałam na Bartka, powąchał moją szyję i szeroko się uśmiechnął.
- Bardzo ładny zapach - powiedział, za co pocałowałam go w usta.
Chwilę później usłyszałam dźwięk swojego telefonu. Przeprosiłam wszystkich i poszłam odebrać do holu.
- No cześć, Julka, co tam? - powiedziałam.
- Ty lepiej raz, dwa, trzy odpalaj lapa! Wysłałam ci link do arcyważnej strony, którą musisz zaraz zobaczyć - usłyszałam w odpowiedzi.
- Ale..
- Żadnych ale, włączasz laptopa i oglądasz.
- Bartek jest u mnie.
- Tym lepiej, zobaczycie oboje - po tych słowach poszłam w kierunku swojego pokoju, bo mnie zaciekawiła.
- No ale rodzice też są.
- Już o tym wiedzą.. Zaraz, już go przedstawiasz rodzicom?! W jakim wy tempie idziecie w tym związku?!
- Julka! Rodzice wracając z gór zajechali do Bełchatowa i Bartek został zaproszony na kolację.
- Dobra, dobra. Masz już tego lapa włączonego?
- No za momencik, już się włącza, zaraz będzie.
- No to od razu odpal fejsa, masz tam linka.
- Włączam, loguję się, dobra, mam. Otwieram.. Czekaj.
- No czekam, czekam..
- O jezuniu! "Nowa dziewczyna Bartka Kurka" ?! Kuuuurek!
- To ja zadzwonię później, pa mała.
Wcisnęłam czerwoną słuchawkę i poczekałam na chłopaka czytając powoli informacje zawarte na stronie oraz przeglądając zdjęcia, na których szliśmy za rękę, całowaliśmy się i wychodziliśmy z jego kamienicy.
- Co jest piękna? - zapytał wchodząc do pokoju siatkarz. Odwróciłam w jego stronę laptopa i czekałam na jego reakcję. Przysiadł na skraju łóżka i zaczął czytać artykuł. Gdy zjechał do zdjęć na jego twarzy pojawił się uśmiech.
- Czemu się uśmiechasz?! - zapytałam zamykając laptopa.
- No bo ładnie wyszliśmy, nie wiedziałam, że taka ładna z nas para.
- Nie denerwuje cię to, że jakieś plotkarskie strony o nas piszą?
- Myślałaś że tego unikniemy? Kochanie, jesteś dziewczyną Bartka Kurka, siatkarza polskiej reprezentacji mężczyzn. Jestem chcąc nie chcąc osobą publiczną.
- No dobra, rozumiem. Nie przywykłam po prostu do oglądania siebie w internecie, na stronach plotkarskich.
- Będziesz miała na to jeszcze mnóstwo czasu - powiedział przytulając mnie mocno.
Znowu zadzwonił mój telefon, tym razem Hania.
- Hej, Kurkowa, widziałam wasze piękne zdjęcia na tej stronce. Wiesz, że właśnie Bartek stracił setkę albo i kilka tysięcy "hot" fanek? -powiedziała zadowolona gdy odebrałam.
- Jak ty mnie nazwałaś?
- Tylko tyle przyswoiłaś z tej całej wypowiedzi? Hahaha, ja nie wiem co wy tam robicie, ale oby nie było z tego jeszcze małych Kureczek.
- Hanka!
- Co, co powiedziała - wtrącił się Bartek.
- Powiedziała, że mamy na razie nie robić małych Kureczek.
Oboje wybuchnęliśmy śmiechem, po czym przyjmujący zabrał mi komórkę i powiedział :
- Nic nie obiecuję, strasznie ciężko mi się powstrzymać.
- To wy chyba gromadkę spłodzicie jak już zamieszkacie razem! - powiedziała na tyle głośno, że usłyszałam. Spojrzałam na Bartka, który zrobił zaraz uśmiechniętą minę i uniósł kciuk do góry.
- Zwariowałeś?! Nie będę tyle na porodówce leżeć! - odpowiedziałam dając mu kuksańca w żebra.
- No jak to nie? Będziemy później mieli "tupot małych stóp". Nie podoba ci się taka wizja? - zapytał obejmując mnie czule i całując chwilę później w obojczyk. Przeszedł mnie szybki dreszcz co nie uszło jego uwadze bo szeroko się uśmiechnął i powtórzył czynność.
- Ej! Ale rozłączcie się najpierw - zawołała Hanka, o której już zapomnieliśmy. Zaczęłam się śmiać po czym pożegnałam dziewczynę i rzuciłam komórkę na łóżko. Odwróciłam się do przyjmującego, który leżał na kołdrze i poklepał miejsce obok siebie. Długo nie musiał mnie prosić, bo uległam i wtuliłam się w jego tors.
***
Przepraszam za tak długą przerwę, ale miałam jakąś blokadę. Mam nadzieję, że dzisiejsza wena pozwoli mi na to, żeby napisać od razu poniedziałkowy rozdział ;)
A tu macie świra Bartka z Rudym Kojotem ;D
poniedziałek, 10 czerwca 2013
Rozdział 57.
- Wiem - zawołał za mną Bartek. Zaczęłam się śmiać, ale szybko przebrałam się w rzeczy siatkarza, po czym wyszłam z łazienki. Chłopak siedział na kanapie i oglądał jakiś film. Przysiadłam się do niego, a chwilę później już mnie obejmował.
- Nie chce ci się spać? - zapytał opierając swoją brodę o moją głowę.
- Troszkę - odpowiedziałam wtulając się w niego i splatając nasze palce.
- To chcesz się położyć?
- Nie, nie, na razie możemy tu zostać.
Siedzieliśmy oglądając kompletne bzdety może dwadzieścia minut, po czym Bartek stwierdził, że pora spać. Położyliśmy się w jego wielkim łożu, dostałam soczystego buziaka na dobranoc i wtulona w siatkarza odpłynęłam w krainę Morfeusza.
Obudziły mnie szczęki talerzy w kuchni. Spojrzałam na Kurka nadal śpiącego obok mnie. Gdy się oparłam na jego klatce piersiowej zobaczyłam jak na usta wkrada mu się uśmiech. Chwilę później otworzył oczy.
- Mógłbym się tak budzić już codziennie - powiedział. Oczywiście się zarumieniłam i dałam mu buziaka w usta.
- Ja także - dodałam przytulając go. Powoli zwlekliśmy się z łóżka i wyszliśmy razem z pokoju. W kuchni stali Hania i Karol robiąc najpewniej śniadanie. Żartowali i śmiali się, a w pewnym momencie oboje się odwrócili i ust chłopaka wyrwało się :
- Kurek, śniadaaa .. - i urwał widząc nas na przeciwko. Ich miny były bezcenne. Bartek objął mnie od tyłu i pocałował w policzek.
- Dzień dobry państwu - powiedziałam.
- Czeeeść - odpowiedziała Hanka lustrując mnie z góry na dół i szeroko się uśmiechając. Wiedziałam co jej chodzi po głowie, ale nic nie mówiłam. Przecież to "winny się tłumaczy", co nie? Karol wyjął z szafki jeszcze jeden talerz i szklankę, po czym zasiedliśmy w czwórkę do stołu.
- Jak się wam wieczór udał? - zagadnął Bartek.
- Super, stary, Radek ma taką chatę, że byś nie uwierzył. Jest wiceprezesem, któregoś z banków, nie pamiętam teraz nazwy. Mają z Asią, jego żoną dwójkę dzieci, śliczne maluchy, co nie Hanka? - powiedział Karol.
- No pewnie, Gabryś i Julka, bliźniaki. Mam zdjęcia to wam później pokażę, ale tak słodkie maluszki. Mają po dwa lata i już raczkują, próbują biegać właściwie - kontunuowała jego wypowiedź dziewczyna. - A jak tam u was?
- Poznałem rodziców Gosi. Uroczy ludzie, szczerzy, pełni ciepła - odpowiedział Bartek. - Twoja mama mnie chyba polubiła, ale co do taty, to kompletnie nie mam pojęcia - zwrócił się do mnie z uśmiechem.
- No wydaje mi się, że Basia cię polubiła, faktycznie. A Tadziu? Jego nie rozgryziesz póki sam nie wyrazi swojego zdania.
Kiedy dokończyłam zdanie usłyszałam, że w pokoju Kurka dzwoni mój telefon, więc przeprosiłam gospodarzy i wyszłam. Telefon leżał na szafce obok łóżka, więc szybko go odebrałam.
- Halo? - zapytałam nie zdążywszy zobaczyć kto dzwoni.
- No cześć córcia, dzisiaj obiad robimy u Ani, więc o której z Bartkiem będziecie? - usłyszałam głos mamy.
- Właśnie jemy śniadanie, weźmiemy prysznice i będziemy. Czternasta wam pasuje?
- No pewnie, w sam raz.
- Dobra, to do zobaczenia później.
- Pa córciu.
Rozłączyłam się i poszukałam swojej torby, żeby iść do łazienki. Wyszłam z pokoju i rzeczy postawiłam za kanapą.
- Kto dzwonił? - zapytał mój wielkolud.
- Mama, pytała kiedy przyjedziemy, bo szykują dzisiaj obiad u Anki. Wyrobimy się na czternastą nie?
- Jasne, leć się wykąpać, to zdążymy.
Zabrałam torbę, Hania zaczęła zmywać i gdy zamykałam drzwi usłyszałam jak Karol mówi :
- To wy się nie kąpiecie jeszcze razem? Czy to tylko tak dla pozorów?
Zaczęłam się śmiać po cichu i zatrzymałam drzwi, żeby usłyszeć odpowiedź Kurka.
- My się nie śpieszymy stary, ja chcę żeby wszystko było jak należy, bo strasznie mi na niej zależy.
Po tych słowach zamknęłam drzwi i oparłam się o nie z drugiej strony. Gdy myłam twarz, a następnie całą siebie słyszałam w głowie słowa chłopaka. Co najważniejsze czułam do niego to samo. Miałam nadzieję, że rozłąka, która nas czeka wyjdzie nam na dobre. Wiedziałam, a właściwie miałam przeczucie, że gdy już zamieszkam w Bełchatowie ten związek nabierze tempa.. a może to raczej była moja nadzieja. Przebrałam się w taki zestaw, wysuszyłam włosy, namalowałam na powiekach delikatne kreski eyeliner'em i wykończyłam makijaż tuszem do rzęś. Gdy wyszłam z łazienki wszyscy mieszkańcy siedzieli na kanapie i oglądali telewizję. Bartek wstał i gdy na mnie spojrzał przystanął w pół kroku. Podszedł powoli, wyszeptał mi do ucha, że ślicznie wyglądam i poszedł się wykąpać. Po piętnastu minutach, które spędziłam na rozmowach i żartach z Hanią, gdy Karol nas uciszał oglądając jakiś film Kurek był gotowy. Ubrał ciemne jeansy, niebiesko-białą koszulę w kratę i się nie ogolił. To ostatnie mnie urzekło. Pożegnaliśmy się z domownikami i wyszliśmy. Gdy Bartek otwierał przede mną drzwiczki od samochodu chwyciłam jego podbródek, spojrzałam mu głęboko w oczy i powiedziałam :
- Jak dla mnie, masz się póki co nie golić, wyglądasz mega pociągająco z takim zarostem - a moment później wpiłam się w jego usta, zachłanna i spragniona tych ciepłych ust. Chłopak przyciągnął mnie jeszcze bliżej siebie.
- Ja wyląduję w wariatkowie przez ciebie - odpowiedział gdy się od siebie oderwaliśmy. Oboje zaczęliśmy się śmiać i wsiedliśmy do samochodu.
- Nie chce ci się spać? - zapytał opierając swoją brodę o moją głowę.
- Troszkę - odpowiedziałam wtulając się w niego i splatając nasze palce.
- To chcesz się położyć?
- Nie, nie, na razie możemy tu zostać.
Siedzieliśmy oglądając kompletne bzdety może dwadzieścia minut, po czym Bartek stwierdził, że pora spać. Położyliśmy się w jego wielkim łożu, dostałam soczystego buziaka na dobranoc i wtulona w siatkarza odpłynęłam w krainę Morfeusza.
Obudziły mnie szczęki talerzy w kuchni. Spojrzałam na Kurka nadal śpiącego obok mnie. Gdy się oparłam na jego klatce piersiowej zobaczyłam jak na usta wkrada mu się uśmiech. Chwilę później otworzył oczy.
- Mógłbym się tak budzić już codziennie - powiedział. Oczywiście się zarumieniłam i dałam mu buziaka w usta.
- Ja także - dodałam przytulając go. Powoli zwlekliśmy się z łóżka i wyszliśmy razem z pokoju. W kuchni stali Hania i Karol robiąc najpewniej śniadanie. Żartowali i śmiali się, a w pewnym momencie oboje się odwrócili i ust chłopaka wyrwało się :
- Kurek, śniadaaa .. - i urwał widząc nas na przeciwko. Ich miny były bezcenne. Bartek objął mnie od tyłu i pocałował w policzek.
- Dzień dobry państwu - powiedziałam.
- Czeeeść - odpowiedziała Hanka lustrując mnie z góry na dół i szeroko się uśmiechając. Wiedziałam co jej chodzi po głowie, ale nic nie mówiłam. Przecież to "winny się tłumaczy", co nie? Karol wyjął z szafki jeszcze jeden talerz i szklankę, po czym zasiedliśmy w czwórkę do stołu.
- Jak się wam wieczór udał? - zagadnął Bartek.
- Super, stary, Radek ma taką chatę, że byś nie uwierzył. Jest wiceprezesem, któregoś z banków, nie pamiętam teraz nazwy. Mają z Asią, jego żoną dwójkę dzieci, śliczne maluchy, co nie Hanka? - powiedział Karol.
- No pewnie, Gabryś i Julka, bliźniaki. Mam zdjęcia to wam później pokażę, ale tak słodkie maluszki. Mają po dwa lata i już raczkują, próbują biegać właściwie - kontunuowała jego wypowiedź dziewczyna. - A jak tam u was?
- Poznałem rodziców Gosi. Uroczy ludzie, szczerzy, pełni ciepła - odpowiedział Bartek. - Twoja mama mnie chyba polubiła, ale co do taty, to kompletnie nie mam pojęcia - zwrócił się do mnie z uśmiechem.
- No wydaje mi się, że Basia cię polubiła, faktycznie. A Tadziu? Jego nie rozgryziesz póki sam nie wyrazi swojego zdania.
Kiedy dokończyłam zdanie usłyszałam, że w pokoju Kurka dzwoni mój telefon, więc przeprosiłam gospodarzy i wyszłam. Telefon leżał na szafce obok łóżka, więc szybko go odebrałam.
- Halo? - zapytałam nie zdążywszy zobaczyć kto dzwoni.
- No cześć córcia, dzisiaj obiad robimy u Ani, więc o której z Bartkiem będziecie? - usłyszałam głos mamy.
- Właśnie jemy śniadanie, weźmiemy prysznice i będziemy. Czternasta wam pasuje?
- No pewnie, w sam raz.
- Dobra, to do zobaczenia później.
- Pa córciu.
Rozłączyłam się i poszukałam swojej torby, żeby iść do łazienki. Wyszłam z pokoju i rzeczy postawiłam za kanapą.
- Kto dzwonił? - zapytał mój wielkolud.
- Mama, pytała kiedy przyjedziemy, bo szykują dzisiaj obiad u Anki. Wyrobimy się na czternastą nie?
- Jasne, leć się wykąpać, to zdążymy.
Zabrałam torbę, Hania zaczęła zmywać i gdy zamykałam drzwi usłyszałam jak Karol mówi :
- To wy się nie kąpiecie jeszcze razem? Czy to tylko tak dla pozorów?
Zaczęłam się śmiać po cichu i zatrzymałam drzwi, żeby usłyszeć odpowiedź Kurka.
- My się nie śpieszymy stary, ja chcę żeby wszystko było jak należy, bo strasznie mi na niej zależy.
Po tych słowach zamknęłam drzwi i oparłam się o nie z drugiej strony. Gdy myłam twarz, a następnie całą siebie słyszałam w głowie słowa chłopaka. Co najważniejsze czułam do niego to samo. Miałam nadzieję, że rozłąka, która nas czeka wyjdzie nam na dobre. Wiedziałam, a właściwie miałam przeczucie, że gdy już zamieszkam w Bełchatowie ten związek nabierze tempa.. a może to raczej była moja nadzieja. Przebrałam się w taki zestaw, wysuszyłam włosy, namalowałam na powiekach delikatne kreski eyeliner'em i wykończyłam makijaż tuszem do rzęś. Gdy wyszłam z łazienki wszyscy mieszkańcy siedzieli na kanapie i oglądali telewizję. Bartek wstał i gdy na mnie spojrzał przystanął w pół kroku. Podszedł powoli, wyszeptał mi do ucha, że ślicznie wyglądam i poszedł się wykąpać. Po piętnastu minutach, które spędziłam na rozmowach i żartach z Hanią, gdy Karol nas uciszał oglądając jakiś film Kurek był gotowy. Ubrał ciemne jeansy, niebiesko-białą koszulę w kratę i się nie ogolił. To ostatnie mnie urzekło. Pożegnaliśmy się z domownikami i wyszliśmy. Gdy Bartek otwierał przede mną drzwiczki od samochodu chwyciłam jego podbródek, spojrzałam mu głęboko w oczy i powiedziałam :
- Jak dla mnie, masz się póki co nie golić, wyglądasz mega pociągająco z takim zarostem - a moment później wpiłam się w jego usta, zachłanna i spragniona tych ciepłych ust. Chłopak przyciągnął mnie jeszcze bliżej siebie.
- Ja wyląduję w wariatkowie przez ciebie - odpowiedział gdy się od siebie oderwaliśmy. Oboje zaczęliśmy się śmiać i wsiedliśmy do samochodu.
poniedziałek, 3 czerwca 2013
Rozdział 56.
Pięć minut później wysiedliśmy z auta pod restauracją. Bartek chwycił mnie za rękę i weszliśmy do budynku. Miła kelnerka zaprowadziła nas do stolika, przy którym siedziała już cała reszta rodzinki. Chłopak wręczył po bukiecie Ani i mojej mamie. Kobiety były mocno zaskoczone, ale równie mocno szczęśliwe. Kelnerka przyniosła trzy wazony z wodą, żebyśmy miały do czego włożyć kwiaty. Rozmawialiśmy o wszystkim, żartowaliśmy, a Kurek prawie cały czas trzymał moją dłoń. W pewnym momencie rozdzwonił się mój telefon, więc przeprosiłam wszystkich i odeszłam kawałek od stolika.
- Słucham? - odezwałam się do słuchawki.
- Hallo Gosia - usłyszałam głos Alka.
- Cześć Alek - kontynuowałam po angielsku.
- Chciałem zapytać czy nasz jutrzejszy wypad na imprezę jest aktualny?
- No pewnie, że tak! Trzeba porządnie uczcić wasze zwycięstwo!
- Świetnie, to gdzie i o której?
- Jeszcze nie wiem, pogadam z Bartkiem i jak coś wymyślimy to dam ci znać.
- Wiedziałem, wiedziałem, że wy znowu będziecie razem. Doskonale do siebie pasujecie.
- Dobra Alek, pogadamy jutro, bo jesteśmy akurat na obiedzie rodzinnym.
- Ok, to już nie przeszkadzam i czekam na informacje, pa.
Chłopak się rozłączył, a ja wróciłam do stolika.
- Kto dzwonił? - zapytał Bartek.
- Alek - odpowiedziałam upijając łyk wina.
- Co chciał?
- Pytał czy jutrzejszy wypad na imprezę jest aktualny.
- Jaki wypad?
- No umówiliśmy się na tym spotkaniu u Daniela.
- A tak, chłopacy coś wspominali.
- Dokładnie, masz jakiś pomysł, gdzie pójść?
- No pewnie, jest jedno fajne miejsce, gdzie zawsze chodziliśmy, a dawno nas tam nie było - powiedział szeroko się uśmiechając.
- W takim razie poinformujesz chłopaków dzisiaj wieczorem.
W odpowiedzi dał mi całusa w nos. Siedzieliśmy w restauracji około trzech godzin zajadając się pysznymi daniami. Później przenieśliśmy się wszyscy do domu, gdzie napiliśmy się wina, plotkując i oglądając bajki z Antkiem. Gdy maluch padł zmęczony zanieśliśmy go z Bartkiem do łóżka. Mój ukochany posiedział z nami do dwudziestej trzeciej po czym uznał, że jedzie do swojego mieszkania.
- Mogę spać u ciebie? - zagadnęłam go gdy ubierał już buty. Spojrzał na mnie zaskoczony, a po chwili na jego twarzy zawitał dziwny uśmieszek.
- Pewnie, że możesz - odpowiedział.
- To poczekaj, tylko spakuję kilka rzeczy.
Pobiegłam do swojego pokoju i wrzuciłam do torby jakąś bluzę i jeansy na jutro, kosmetyczkę, a później zabrałam kosmetyki z łazienki.
- Ja idę spać do Bartka, żeby rodzice mieli cały pokój dla siebie - powiedziałam stając w salonie.
- Ależ nie trzeba, kochanie.. - zaczęła mama.
- Idź, idź mała - przerwała jej jednak Anka z głupim uśmiechem. Pokręciłam tylko głową i ucałowałam wszystkich na pożegnanie. Ubraliśmy oboje kurtki, chłopak owinął mnie szalikiem, krzyknął "dobranoc" w głąb domu i wyszliśmy w czarną, gwieździstą noc.
- Hania z Karolem nie będą mieli nic przeciwko, że u was nocuję? - zapytałam gdy byliśmy już w samochodzie.
- No co ty. Zresztą ich nie ma, wracają dopiero jutro.
Droga minęła nam w ciszy, bo powoli zasypiałam. Właściwie przysnęło mi się, ale gdy Bartek otworzył drzwiczki z mojej strony przebudziłam się dzięki chłodnemu powietrzu.
- A już myślałem, że będzie okazja zaniesienia królewny na rękach na górę - powiedział biorąc ode mnie torbę.
- No niestety mój królewiczu, innym razem - odpowiedziałam całując go w usta. Zamkną samochód, wziął mnie za rękę i poszliśmy na górę. Bartek pierwszy wziął prysznic, a ja w tym czasie pooglądałam komediowe seriale. Jednak gdy nadeszła już moja kolej, gdy wytarłam się ręcznikiem zauważyłam, że kompletnie zapomniałam o czymś do spania. Wzięłam szlafrok podpisany imieniem siatkarza i z mokrymi włosami wyszłam z łazienki.
- Bartuś, mógłbyś dać mi jakąś koszulkę i spodenki? Bo zapomniałam rzeczy na noc - zagadnęłam go siadając mu na kolanach. Jego mina - bezcenna. Próbowałam powstrzymać śmiech i zachować poważny wyraz twarzy. Nachyliłam się nad nim i szepnęłam mu do ucha "szybciutko kochanie, bo marznę". Nim się zorientowałam leżałam na kanapie, tuż pod tym wielkoludem, który całował mnie namiętnie i łapczywie. Odwzajemniałam jego pocałunki wkładając mu ręce pod koszulkę. Jego rączki wylądowały pod szlafrokiem. Gładził moje nagie uda, co spowodowało ciarki na całym ciele. Jednak tuż przed pośladkami się zatrzymał, oderwał nasze usta, spojrzał mi w oczy i powiedział - już się robi kochanie.
Ucałował mnie jeszcze w czoło i już go nie było. Zdezorientowana usiadłam na kanapie i próbowałam uspokoić oddech. Chwilę później siatkarz wrócił z ubraniem w ręce.
- Jesteś niemożliwy - powiedziałam całując go w usta i znikając w łazience.
***
Jest i nowy ;) Mam nadzieję, że się spodoba ;D
A oto i Krzysiu ; )
- Słucham? - odezwałam się do słuchawki.
- Hallo Gosia - usłyszałam głos Alka.
- Cześć Alek - kontynuowałam po angielsku.
- Chciałem zapytać czy nasz jutrzejszy wypad na imprezę jest aktualny?
- No pewnie, że tak! Trzeba porządnie uczcić wasze zwycięstwo!
- Świetnie, to gdzie i o której?
- Jeszcze nie wiem, pogadam z Bartkiem i jak coś wymyślimy to dam ci znać.
- Wiedziałem, wiedziałem, że wy znowu będziecie razem. Doskonale do siebie pasujecie.
- Dobra Alek, pogadamy jutro, bo jesteśmy akurat na obiedzie rodzinnym.
- Ok, to już nie przeszkadzam i czekam na informacje, pa.
Chłopak się rozłączył, a ja wróciłam do stolika.
- Kto dzwonił? - zapytał Bartek.
- Alek - odpowiedziałam upijając łyk wina.
- Co chciał?
- Pytał czy jutrzejszy wypad na imprezę jest aktualny.
- Jaki wypad?
- No umówiliśmy się na tym spotkaniu u Daniela.
- A tak, chłopacy coś wspominali.
- Dokładnie, masz jakiś pomysł, gdzie pójść?
- No pewnie, jest jedno fajne miejsce, gdzie zawsze chodziliśmy, a dawno nas tam nie było - powiedział szeroko się uśmiechając.
- W takim razie poinformujesz chłopaków dzisiaj wieczorem.
W odpowiedzi dał mi całusa w nos. Siedzieliśmy w restauracji około trzech godzin zajadając się pysznymi daniami. Później przenieśliśmy się wszyscy do domu, gdzie napiliśmy się wina, plotkując i oglądając bajki z Antkiem. Gdy maluch padł zmęczony zanieśliśmy go z Bartkiem do łóżka. Mój ukochany posiedział z nami do dwudziestej trzeciej po czym uznał, że jedzie do swojego mieszkania.
- Mogę spać u ciebie? - zagadnęłam go gdy ubierał już buty. Spojrzał na mnie zaskoczony, a po chwili na jego twarzy zawitał dziwny uśmieszek.
- Pewnie, że możesz - odpowiedział.
- To poczekaj, tylko spakuję kilka rzeczy.
Pobiegłam do swojego pokoju i wrzuciłam do torby jakąś bluzę i jeansy na jutro, kosmetyczkę, a później zabrałam kosmetyki z łazienki.
- Ja idę spać do Bartka, żeby rodzice mieli cały pokój dla siebie - powiedziałam stając w salonie.
- Ależ nie trzeba, kochanie.. - zaczęła mama.
- Idź, idź mała - przerwała jej jednak Anka z głupim uśmiechem. Pokręciłam tylko głową i ucałowałam wszystkich na pożegnanie. Ubraliśmy oboje kurtki, chłopak owinął mnie szalikiem, krzyknął "dobranoc" w głąb domu i wyszliśmy w czarną, gwieździstą noc.
- Hania z Karolem nie będą mieli nic przeciwko, że u was nocuję? - zapytałam gdy byliśmy już w samochodzie.
- No co ty. Zresztą ich nie ma, wracają dopiero jutro.
Droga minęła nam w ciszy, bo powoli zasypiałam. Właściwie przysnęło mi się, ale gdy Bartek otworzył drzwiczki z mojej strony przebudziłam się dzięki chłodnemu powietrzu.
- A już myślałem, że będzie okazja zaniesienia królewny na rękach na górę - powiedział biorąc ode mnie torbę.
- No niestety mój królewiczu, innym razem - odpowiedziałam całując go w usta. Zamkną samochód, wziął mnie za rękę i poszliśmy na górę. Bartek pierwszy wziął prysznic, a ja w tym czasie pooglądałam komediowe seriale. Jednak gdy nadeszła już moja kolej, gdy wytarłam się ręcznikiem zauważyłam, że kompletnie zapomniałam o czymś do spania. Wzięłam szlafrok podpisany imieniem siatkarza i z mokrymi włosami wyszłam z łazienki.
- Bartuś, mógłbyś dać mi jakąś koszulkę i spodenki? Bo zapomniałam rzeczy na noc - zagadnęłam go siadając mu na kolanach. Jego mina - bezcenna. Próbowałam powstrzymać śmiech i zachować poważny wyraz twarzy. Nachyliłam się nad nim i szepnęłam mu do ucha "szybciutko kochanie, bo marznę". Nim się zorientowałam leżałam na kanapie, tuż pod tym wielkoludem, który całował mnie namiętnie i łapczywie. Odwzajemniałam jego pocałunki wkładając mu ręce pod koszulkę. Jego rączki wylądowały pod szlafrokiem. Gładził moje nagie uda, co spowodowało ciarki na całym ciele. Jednak tuż przed pośladkami się zatrzymał, oderwał nasze usta, spojrzał mi w oczy i powiedział - już się robi kochanie.
Ucałował mnie jeszcze w czoło i już go nie było. Zdezorientowana usiadłam na kanapie i próbowałam uspokoić oddech. Chwilę później siatkarz wrócił z ubraniem w ręce.
- Jesteś niemożliwy - powiedziałam całując go w usta i znikając w łazience.
***
Jest i nowy ;) Mam nadzieję, że się spodoba ;D
A oto i Krzysiu ; )
poniedziałek, 27 maja 2013
Rozdział 55.
Reszta dnia zleciała mi przy książka i materiałach przygotowujących do matury. Powoli zaczynałam odczuwać presję i stres. Powoli, dobre sobie. Od dwóch miesięcy się stresowałam, ale od kiedy tu przyjechałam, stres jakoś mnie opuścił, czułam, że w końcu odpoczywam. Wyszłam do nich tylko na obiad. Pod wieczór zadzwonił Bartek, więc pogadaliśmy ponad pół godziny. Gdy stwierdziłam, że koniec nauki na dzisiaj, wzięłam laptopa, żeby pogadać z Julą, moją przyjaciółką. Na początek mnie oczywiście skrzyczała, że tyle czasu się nie odzywałam, później wypytywała o Bartka, bo okazało się, że ktoś zrobił nam zdjęcie, nie wyraźne co prawda, ale Jula, mój Sherlok Holmes poznała mnie po włosach i kurtce. Nie była na początku pewna, ale jak jej opowiedziałam co i jak, stwierdziłyśmy zgodnie, że może zostać detektywem. Opowiedziała mi jak tam ferie w Warszawie, jakie decyzje podjęła w sprawie studiów i że ma nowego-starego chłopaka. Nowego, ponieważ jest z nim od tygodnia dopiero, a starego, bo znają się jeszcze z dzieciństwa. Ich babcie mieszkają koło siebie i są dobrymi przyjaciółkami, więc oni spędzali dnie na wspólnej zabawie. Kto by pomyślał, że moja Juleczka po tak trudnym związku znajdzie sobie porządnego i normalnego faceta. Myślałam, że znowu trafi na jakiegoś idiotę.
Nasze pogaduchy skończyły się po pierwszej w nocy, więc po cichutku poszłam umyć się do łazienki. Przebrałam się w piżamę i położyłam do łóżka, chwilę później byłam w krainie Morfeusza. Sen miałam dziwny, zakręcony i męczący. Całe szczęście gdy się obudziłam, już nic nie pamiętałam. Dokładniej to obudził mnie Antek.
- Ciociu wstawaj, babcia z dziadkiem przyjeżdżają! - krzyczał wskakując na mnie.
- Co? Która godzina?
- Już prawie dziesiąta, a mama mówi, że będą o czternastej.
- Jadłeś już śniadanie? Gdzie twoi rodzice?
- Mama jest w kuchni, a tata na hali. Śniadanie zaraz będzie.
- Dobra, to leć, ja zaraz przyjdę.
Gdy mały wyszedł przetarłam oczy i podniosłam się z łóżka. Nadal ubrana w piżamę poszłam do kuchni gdzie czekały na mnie tosty i twarożek.
- Hej młoda, Antek ci mówił, że rodzice przyjeżdżają? - zapytała moja siostra.
- Tak, tak. O czternastej.
Zjedliśmy śniadanie, posprzątałyśmy trochę i po kolei każdy z naszej trójki wziął kąpiel. Później zabrałyśmy się za przymierzanie ubrań, zabawę z Antkiem. Ja w między czasie rozmawiałam z Bartkiem, który miał nas dzisiaj wieczorem odwiedzić, co oznaczało, że pozna moich rodziców. Lekko mnie to stresowało oraz wydawało mi się, że to za szybko, no ale niech im wszystkim będzie.
w ostateczności ja wybrałam taki zestaw a Ania taki. Obie wyglądałyśmy szałowo, ale Robert zabierał nas do świetnej restauracji, więc nie wypadało iść w zwykłych jeansach. Chwilę przed czternastą zadzwonił dzwonek do drzwi. Poszłam z Antkiem otworzyć, a gdy ujrzeliśmy tam Bartka ubranego z koszulę oboje byliśmy bardzo zaskoczeni.
- Myślałam, że będziesz dopiero wieczorem - powiedziałam wpuszczając go do środka.
- Wiem, bo to miała być niespodzianka - odpowiedział całując mnie w usta. Gdy tylko zdjął kurtkę Antek na niego wskoczył.
- Wiecie, że ja też mam dziewczynę? - wtrącił młody.
- Na prawdę? - zapytał zaskoczony Bartek.
- Taak, jest śliczna i mądra.. I ma na imię Madzia. Pamiętasz ciociu Madzię, prawda?
- Pewnie, że tak kochanie - odpowiedziałam małemu. Siostrzenica Marcina. Faktycznie śliczna dziewczynka. Rozległ się kolejny dzwonek do drzwi, i Antek zeskoczył z rąk Kurka, i poleciał z Anką otworzyć drzwi. Bartek przysunął się do mnie, objął mnie w talii patrząc mi głęboko w oczy i dał mi buziaka w czoło. Od razu na mojej buzi pojawił się uśmiech. W holu słychać już było gwar rozmów, zbliżających się powoli osób.
- Ślicznie dziś wyglądasz kochanie - szepnął mi do ucha Bartek. Całe moje ciało przeszedł lekki dreszcz. Obejmując się czekaliśmy na przyjście moich rodziców do salonu. Gdy tylko weszli do pomieszczenia poczułam jak Kurek cały się spina.
- Spokojnie - zdążyłam mu szepnąć, po czym ruszyłam w stronę mamy, żeby ją przytulić. Następnie wycałowałam tatę i wróciłam do chłopaka.
- Mamo, tato, to jest Bartek. To właśnie on ostatnimi czasy kręci moim światem - powiedziałam obejmując go i patrząc mu w oczy. Widziałam jak lekko się rozluźnił, po czym podał rękę mamie i tacie.
- A więc to dzięki panu moja córeczka ostatnio się więcej uśmiecha? - zagadnął go mężczyzna.
- Proszę mi mówić Bartek.. i tak, mam nadzieję, że to właśnie dzięki mnie - odpowiedział Kurek.
- Panie Bartku.. znaczy Bartku, chciałam ci tak na wstępie pogratulować udanego sezonu. Gosia i Robert bardzo chwalą twoją grę. Gosia oczywiście nie tylko grę - dodała mama puszczając mi oczko. Wiedziałam, że powie coś takiego, że jak zwykle się zaczerwienię. Porozmawialiśmy jeszcze chwilę, po czym Robert, który wrócił w między czasie i się przebrał stwierdził, że jedziemy na obiad. Ja pojechałam z Bartkiem jego autem, a reszta autem Anki i jej męża. My nie pojechaliśmy od razu pod restaurację, ponieważ Kurek stanął nie wiedzieć czemu pod kwiaciarnią, z której wyszedł chwilę później z trzema bukietami. Dwa położył na tylnym siedzeniu, a z ostatnim wsiadł za kierownicę. Wyciągną piękne, krwisto czerwone róże w moją stronę z szerokim uśmiechem.
- A to z jakiej okazji? - zapytałam wkładając nos w kwiaty.
- To bez okazji - odpowiedział przyglądając mi się. Odsunęłam kwiaty i przyciągnęłam go do siebie wtapiając się w jego ciepłe usta.
***
Przepraszam, że w zeszłym tygodniu nic nie dodałam, ale przełom maja i czerwca w szkole to istny szał na sprawdziany.. niestety. Przepraszam też za ten rozdział, bo nie do końca jestem z niego zadowolona i jest krótki.. No ale, miłego czytania ; )
Taki Zbyszek na koniec ; )
Nasze pogaduchy skończyły się po pierwszej w nocy, więc po cichutku poszłam umyć się do łazienki. Przebrałam się w piżamę i położyłam do łóżka, chwilę później byłam w krainie Morfeusza. Sen miałam dziwny, zakręcony i męczący. Całe szczęście gdy się obudziłam, już nic nie pamiętałam. Dokładniej to obudził mnie Antek.
- Ciociu wstawaj, babcia z dziadkiem przyjeżdżają! - krzyczał wskakując na mnie.
- Co? Która godzina?
- Już prawie dziesiąta, a mama mówi, że będą o czternastej.
- Jadłeś już śniadanie? Gdzie twoi rodzice?
- Mama jest w kuchni, a tata na hali. Śniadanie zaraz będzie.
- Dobra, to leć, ja zaraz przyjdę.
Gdy mały wyszedł przetarłam oczy i podniosłam się z łóżka. Nadal ubrana w piżamę poszłam do kuchni gdzie czekały na mnie tosty i twarożek.
- Hej młoda, Antek ci mówił, że rodzice przyjeżdżają? - zapytała moja siostra.
- Tak, tak. O czternastej.
Zjedliśmy śniadanie, posprzątałyśmy trochę i po kolei każdy z naszej trójki wziął kąpiel. Później zabrałyśmy się za przymierzanie ubrań, zabawę z Antkiem. Ja w między czasie rozmawiałam z Bartkiem, który miał nas dzisiaj wieczorem odwiedzić, co oznaczało, że pozna moich rodziców. Lekko mnie to stresowało oraz wydawało mi się, że to za szybko, no ale niech im wszystkim będzie.
w ostateczności ja wybrałam taki zestaw a Ania taki. Obie wyglądałyśmy szałowo, ale Robert zabierał nas do świetnej restauracji, więc nie wypadało iść w zwykłych jeansach. Chwilę przed czternastą zadzwonił dzwonek do drzwi. Poszłam z Antkiem otworzyć, a gdy ujrzeliśmy tam Bartka ubranego z koszulę oboje byliśmy bardzo zaskoczeni.
- Myślałam, że będziesz dopiero wieczorem - powiedziałam wpuszczając go do środka.
- Wiem, bo to miała być niespodzianka - odpowiedział całując mnie w usta. Gdy tylko zdjął kurtkę Antek na niego wskoczył.
- Wiecie, że ja też mam dziewczynę? - wtrącił młody.
- Na prawdę? - zapytał zaskoczony Bartek.
- Taak, jest śliczna i mądra.. I ma na imię Madzia. Pamiętasz ciociu Madzię, prawda?
- Pewnie, że tak kochanie - odpowiedziałam małemu. Siostrzenica Marcina. Faktycznie śliczna dziewczynka. Rozległ się kolejny dzwonek do drzwi, i Antek zeskoczył z rąk Kurka, i poleciał z Anką otworzyć drzwi. Bartek przysunął się do mnie, objął mnie w talii patrząc mi głęboko w oczy i dał mi buziaka w czoło. Od razu na mojej buzi pojawił się uśmiech. W holu słychać już było gwar rozmów, zbliżających się powoli osób.
- Ślicznie dziś wyglądasz kochanie - szepnął mi do ucha Bartek. Całe moje ciało przeszedł lekki dreszcz. Obejmując się czekaliśmy na przyjście moich rodziców do salonu. Gdy tylko weszli do pomieszczenia poczułam jak Kurek cały się spina.
- Spokojnie - zdążyłam mu szepnąć, po czym ruszyłam w stronę mamy, żeby ją przytulić. Następnie wycałowałam tatę i wróciłam do chłopaka.
- Mamo, tato, to jest Bartek. To właśnie on ostatnimi czasy kręci moim światem - powiedziałam obejmując go i patrząc mu w oczy. Widziałam jak lekko się rozluźnił, po czym podał rękę mamie i tacie.
- A więc to dzięki panu moja córeczka ostatnio się więcej uśmiecha? - zagadnął go mężczyzna.
- Proszę mi mówić Bartek.. i tak, mam nadzieję, że to właśnie dzięki mnie - odpowiedział Kurek.
- Panie Bartku.. znaczy Bartku, chciałam ci tak na wstępie pogratulować udanego sezonu. Gosia i Robert bardzo chwalą twoją grę. Gosia oczywiście nie tylko grę - dodała mama puszczając mi oczko. Wiedziałam, że powie coś takiego, że jak zwykle się zaczerwienię. Porozmawialiśmy jeszcze chwilę, po czym Robert, który wrócił w między czasie i się przebrał stwierdził, że jedziemy na obiad. Ja pojechałam z Bartkiem jego autem, a reszta autem Anki i jej męża. My nie pojechaliśmy od razu pod restaurację, ponieważ Kurek stanął nie wiedzieć czemu pod kwiaciarnią, z której wyszedł chwilę później z trzema bukietami. Dwa położył na tylnym siedzeniu, a z ostatnim wsiadł za kierownicę. Wyciągną piękne, krwisto czerwone róże w moją stronę z szerokim uśmiechem.
- A to z jakiej okazji? - zapytałam wkładając nos w kwiaty.
- To bez okazji - odpowiedział przyglądając mi się. Odsunęłam kwiaty i przyciągnęłam go do siebie wtapiając się w jego ciepłe usta.
***
Przepraszam, że w zeszłym tygodniu nic nie dodałam, ale przełom maja i czerwca w szkole to istny szał na sprawdziany.. niestety. Przepraszam też za ten rozdział, bo nie do końca jestem z niego zadowolona i jest krótki.. No ale, miłego czytania ; )
Taki Zbyszek na koniec ; )
poniedziałek, 13 maja 2013
Rozdział 54.
Wstałam z kolan siatkarza, mimo, że nie chciał mnie wypuścić. Poszłam do pokoju wybrać jakieś ubranie do przebrania. Padło na mega wygodny zestaw. Zabrałam rzeczy i skierowałam swoje kroki do łazienki. Po drodze zobaczyła Bartka oglądającego jakiś film. Weszłam pod prysznic, gdzie puściłam letnią wodę i zaczęłam myśleć nad ubiegłą nocą. Poznawanie Bartka na nowo, było przyjemne. Śmialiśmy się co chwilę gdy opowiadał jakie głupoty się dzieją w Spale, jakie wybryki wymyślał jako dziecko. Ja odpłaciłam mu się podobnie opowiadając co wyczyniałyśmy z Anią, jak Antek zmienił nasze życie. Opowiedziałam o moich podróżach i o tym gdzie jeszcze chcę pojechać. Gdy wyszłam i owinęłam się ręcznikiem usłyszałam pukanie do drzwi.
- Gosieńko, bo ja bym musiał tak szybko, szybko wskoczyć - powiedział. Wzięłam drugi ręcznik do włosów i wyszłam. Chłopak dał mi buziaka w czoło i wleciał do pomieszczenia. Usiadłam na oparciu sofy i włączyłam telewizor. Jakiś czas siedziałam i zaczęłam się zastanawiać, co ten Kurek właściwie tam robi. Wciągnął mnie jakiś program kulinarny i dopiero jak zaczęło mi się robić zimno zauważyłam, że on dalej tam siedzi. Wstałam i już miałam pukać, gdy chłopak wyszedł z łazienki. Ku mojemu zaskoczeniu z ręcznikiem obwiązanym na wysokości bioder.
- Czy ty się tam kąpałeś?! - zapytałam patrząc na jego głupią minę.
- No tak - odpowiedział idąc w stronę kanapy, a właściwie to pchając mnie w stronę oparcia. Przysiadłam na niej, a on stanął i patrzył na mnie z góry tymi swoimi cudownymi oczkami. - A co, zmarzłaś?
- Trochę tak.
Na te słowa chłopak się do mnie mocno przytulił i zaczął delikatnie pocierać moje plecy i ramiona. Podniosłam głowę nastawiając się na pocałunek, a on czytając w moich myślach, złączył nasze usta. Jakiś czas później usłyszeliśmy, że ktoś wchodzi do domu. Już miałam zacząć krzyczeć na Bartka, że uciekamy do łazienki, bo przecież jesteśmy w samych ręcznikach, czyli dwuznacznie, ale nie zdążyliśmy. Do salonu wpadła Anka z Robertem. Gdy nas zobaczyli przystanęli i prawie otworzyli buzie z wrażenia.
- To nie tak jak sobie myślicie - powiedziałam kierując nas do łazienki.
- Aha, oczywiście - odpowiedziała Anka z głupkowatym uśmiechem.
- Tylko żeby mi z tego dzieci zaraz nie było - dodał Robert, gdy zamykałam już drzwi. Bartek zaczął się śmiać i mnie objął ramieniem.
- Bartek, to nie jest takie zabawne jak ci się wydaje - powiedziałam dając mu kuksańca w żebra.
- Jest kochanie - odparł. - Wiedzieli kiedy wpaść, zwłaszcza, że pani Ania mówiła wczoraj, że masz być grzeczna.
- Ty dalej mówisz do niej pani?
- Tylko tyle przyswoiłaś z mojej wypowiedzi?
- Nie durniu, ale to mnie tak.. nie wiem jak to ująć.
- Wiem o co chodzi. Dobra, odwróć się, to się ubiorę.
Jak powiedział tak zrobiłam i gdy ubrał spodnie poczułam, że znowu mnie przytula.
- Serio za mną tęskniłeś - powiedziałam.
- No oczywiście, że tak.
- To co ty zrobisz w czasie sezonu?
- Uschnę z tęsknoty.
- Dobra, odwracaj się, moja kolej - dodałam dając mu buziaka w usta. Grzecznie się odwrócił i ubrał koszulkę. Ja szybciutko, pomagając sobie ręcznikiem ubrałam bieliznę, a później resztę. Spojrzałam w lusterko, wzięłam spray z termoochronną i spsikałam nim włosy.
- Ej, mogłaś powiedzieć, że to już - zawołał Bartek patrząc na mnie w lusterku.
- No właśnie miałam ci mówić - odpowiedziałam wystawiając mu język.
- Myślisz, że dadzą nam żyć? Czy będzie teraz miliard pytań?
- Jakbyś nie zrobił takiego numeru, nie byłoby problemu!
- Oj już dobrze, dobrze. Nie wściekaj się.
Wysuszyłam włosy i związałam je w wysokiego koka.
- Niezła palma - powiedział Bartek dotykając mojej fryzury.
- Weź spadaj - odpowiedziałam bijąc go w brzuch.
- I tak jesteś najśliczniejsza na świecie.
Po tych słowach czułam, że jak zwykle przy nim się rumienię. Spojrzałam mu w oczy i dałam mu soczystego buziaka. Trzymając się za ręce wyszliśmy z łazienki. W salonie czekali na nas Ania i Robert.
- Mam nadzieję, że z tego dzieci jeszcze nie będzie - powiedziała na wstępie moja siostra.
- Do niczego nie doszło, a ta sytuacja, której byliście świadkami.. zwykłe nie dogadanie się. Bartek wszedł mi do łazienki, niby na chwilę, a tak na prawdę wziął prysznic - odpowiedziałam siadając na sofie. Chłopak przysiadł koło mnie i czekał na rozwój zdarzeń.
- A wy się przypadkiem nie rozchodziliście? - zdziwiła się Ania.
- Owszem - odpowiedział Bartek. - Ale uznaliśmy, że jednak nie możemy bez siebie wytrzymać.
Spojrzałam mu w oczy i pocałowałam, zapominając, że moja siostra się temu przygląda. Nie był to długi pocałunek, ale gdy się od siebie oderwaliśmy spojrzałam na siostrę, która patrzyła na nas dziwny wzrokiem.
- Ja będę się już zbierał - powiedział mój chłopak wstając z sofy. - Do widzenia państwu.
- Cześć Bartek - odpowiedzieli razem, a ja poszłam odprowadzić go do drzwi. Dał mi buziaka i powiedział, że później zadzwoni. Wróciłam do salonu, a oni oglądali już jakiś film.
- Idę się uczyć - powiedziałam w ich kierunku i zamknęłam się w pokoju.
***
Dzisiaj ostatni raz witam się z Wami jako osiemnastolatka ;D już w piątek dobiję zacnego, ostatniego nastego wieku, czyli 19. Miłego czytania ; )
Bartek we Włoszech na następny sezon, słyszeliście? ; >
- Gosieńko, bo ja bym musiał tak szybko, szybko wskoczyć - powiedział. Wzięłam drugi ręcznik do włosów i wyszłam. Chłopak dał mi buziaka w czoło i wleciał do pomieszczenia. Usiadłam na oparciu sofy i włączyłam telewizor. Jakiś czas siedziałam i zaczęłam się zastanawiać, co ten Kurek właściwie tam robi. Wciągnął mnie jakiś program kulinarny i dopiero jak zaczęło mi się robić zimno zauważyłam, że on dalej tam siedzi. Wstałam i już miałam pukać, gdy chłopak wyszedł z łazienki. Ku mojemu zaskoczeniu z ręcznikiem obwiązanym na wysokości bioder.
- Czy ty się tam kąpałeś?! - zapytałam patrząc na jego głupią minę.
- No tak - odpowiedział idąc w stronę kanapy, a właściwie to pchając mnie w stronę oparcia. Przysiadłam na niej, a on stanął i patrzył na mnie z góry tymi swoimi cudownymi oczkami. - A co, zmarzłaś?
- Trochę tak.
Na te słowa chłopak się do mnie mocno przytulił i zaczął delikatnie pocierać moje plecy i ramiona. Podniosłam głowę nastawiając się na pocałunek, a on czytając w moich myślach, złączył nasze usta. Jakiś czas później usłyszeliśmy, że ktoś wchodzi do domu. Już miałam zacząć krzyczeć na Bartka, że uciekamy do łazienki, bo przecież jesteśmy w samych ręcznikach, czyli dwuznacznie, ale nie zdążyliśmy. Do salonu wpadła Anka z Robertem. Gdy nas zobaczyli przystanęli i prawie otworzyli buzie z wrażenia.
- To nie tak jak sobie myślicie - powiedziałam kierując nas do łazienki.
- Aha, oczywiście - odpowiedziała Anka z głupkowatym uśmiechem.
- Tylko żeby mi z tego dzieci zaraz nie było - dodał Robert, gdy zamykałam już drzwi. Bartek zaczął się śmiać i mnie objął ramieniem.
- Bartek, to nie jest takie zabawne jak ci się wydaje - powiedziałam dając mu kuksańca w żebra.
- Jest kochanie - odparł. - Wiedzieli kiedy wpaść, zwłaszcza, że pani Ania mówiła wczoraj, że masz być grzeczna.
- Ty dalej mówisz do niej pani?
- Tylko tyle przyswoiłaś z mojej wypowiedzi?
- Nie durniu, ale to mnie tak.. nie wiem jak to ująć.
- Wiem o co chodzi. Dobra, odwróć się, to się ubiorę.
Jak powiedział tak zrobiłam i gdy ubrał spodnie poczułam, że znowu mnie przytula.
- Serio za mną tęskniłeś - powiedziałam.
- No oczywiście, że tak.
- To co ty zrobisz w czasie sezonu?
- Uschnę z tęsknoty.
- Dobra, odwracaj się, moja kolej - dodałam dając mu buziaka w usta. Grzecznie się odwrócił i ubrał koszulkę. Ja szybciutko, pomagając sobie ręcznikiem ubrałam bieliznę, a później resztę. Spojrzałam w lusterko, wzięłam spray z termoochronną i spsikałam nim włosy.
- Ej, mogłaś powiedzieć, że to już - zawołał Bartek patrząc na mnie w lusterku.
- No właśnie miałam ci mówić - odpowiedziałam wystawiając mu język.
- Myślisz, że dadzą nam żyć? Czy będzie teraz miliard pytań?
- Jakbyś nie zrobił takiego numeru, nie byłoby problemu!
- Oj już dobrze, dobrze. Nie wściekaj się.
Wysuszyłam włosy i związałam je w wysokiego koka.
- Niezła palma - powiedział Bartek dotykając mojej fryzury.
- Weź spadaj - odpowiedziałam bijąc go w brzuch.
- I tak jesteś najśliczniejsza na świecie.
Po tych słowach czułam, że jak zwykle przy nim się rumienię. Spojrzałam mu w oczy i dałam mu soczystego buziaka. Trzymając się za ręce wyszliśmy z łazienki. W salonie czekali na nas Ania i Robert.
- Mam nadzieję, że z tego dzieci jeszcze nie będzie - powiedziała na wstępie moja siostra.
- Do niczego nie doszło, a ta sytuacja, której byliście świadkami.. zwykłe nie dogadanie się. Bartek wszedł mi do łazienki, niby na chwilę, a tak na prawdę wziął prysznic - odpowiedziałam siadając na sofie. Chłopak przysiadł koło mnie i czekał na rozwój zdarzeń.
- A wy się przypadkiem nie rozchodziliście? - zdziwiła się Ania.
- Owszem - odpowiedział Bartek. - Ale uznaliśmy, że jednak nie możemy bez siebie wytrzymać.
Spojrzałam mu w oczy i pocałowałam, zapominając, że moja siostra się temu przygląda. Nie był to długi pocałunek, ale gdy się od siebie oderwaliśmy spojrzałam na siostrę, która patrzyła na nas dziwny wzrokiem.
- Ja będę się już zbierał - powiedział mój chłopak wstając z sofy. - Do widzenia państwu.
- Cześć Bartek - odpowiedzieli razem, a ja poszłam odprowadzić go do drzwi. Dał mi buziaka i powiedział, że później zadzwoni. Wróciłam do salonu, a oni oglądali już jakiś film.
- Idę się uczyć - powiedziałam w ich kierunku i zamknęłam się w pokoju.
***
Dzisiaj ostatni raz witam się z Wami jako osiemnastolatka ;D już w piątek dobiję zacnego, ostatniego nastego wieku, czyli 19. Miłego czytania ; )
Bartek we Włoszech na następny sezon, słyszeliście? ; >
poniedziałek, 6 maja 2013
Rozdział 53.
Zaniemówiłam. Miałam ochotę po prostu rzucić mu się na szyję i zacząć całować, ale czekałam na to co przyniesie chwila.
- Słucham? - grałam twardą, mimo, że kolana miałam z waty i nie wiedziałam jak mi się jeszcze udaje stać na własnych nogach.
- Dobrze słyszałaś mała, oszalałem na twoim punkcie - powiedział stając obok mnie i patrząc mi w oczy. - Na T W O I M puncie, i żadnej innej nie chcę.
Teraz ode mnie zależało co dalej stanie się z jego wyznaniem. Miałam dwie opcje. Powiedzieć, że czuję to samo, albo zacząć go całować. Mały wybór, ale po dłużej chwili patrzenia się w te jego piękne, niebieskie oczy wiedziałam co powinnam zrobić. Zarzuciłam mu ręce na szyję i zaczęliśmy się całować. Jego dłonie błądziły po moich plecach, moje palce po jego szyi. Miał cudownie ciepłe usta, słodkie i pełne.. miłości. Gdy się od siebie oderwaliśmy pocałował mnie w szyję i mocno przytulił.
- Tak bardzo za tobą tęskniłem - szepnął mi do ucha. Całą przeszedł mnie dreszcz.
- Ja za tobą też - odpowiedziałam nie wypuszczając go z uścisku. - Przepraszam, nie wiem co mi strzeliło, z tym dawaniem sobie czasu.. Chyba bałam się, że nie uda nam się pogodzić twoich treningów, ligi światowej, sezonu reprezentacyjnego i tej całej reszty, a tak bardzo nie chciałam cię tracić .. - nie dane było mi powiedzieć nic więcej bo położył mi palec na ustach.
- Spokojnie kochanie, ze wszystkim sobie poradzimy - powiedział całując mnie delikatnie w usta. W tym momencie jakby wszystkie obawy odfrunęły, zniknęły. Wiedziałam, że skoro Bartek mówi, że damy radę, to znaczy, że damy radę. Zabraliśmy kubki do salonu i wtuleni w siebie włączyliśmy jakiś film. Nie bardzo pamiętam o co w nim chodziło, ani kto tam grał, bo najważniejsze w tej chwili było to, że Kurek siedział koło mnie i trzymał moją dłoń. Co jakiś czas, zamiast oglądać film, ja patrzyłam na niego. Za każdym razem gdy przyjmujący to zauważył szeroko się uśmiechał i całował jakąś część mojej twarzy omijając usta. Najpierw pocałował jeden policzek, później drugi, następnie nos, obie powieki i całą żuchwę.
- Ty faktycznie kompletnie zwariowałeś - powiedziałam śmiejąc się z niego gdy tym razem całował moją skroń.
- Zgadza się - wymruczał łapiąc mnie za brodę. - I nie zamierzam się leczyć - dodał wpijając się wreszcie w moje usta. Ten pocałunek był pełen pasji i namiętności. Poczułam w nim także tęsknotę, która mi się spodobała. Był jakby głodny całej mnie, jakby poznawał moją twarz i usta na nowo. Usłyszałam, że mój telefon pozostawiony w kuchni zaczął dzwonić. Bardzo nie chętnie oderwałam się od Bartka i poszłam odebrać.
- Halo?
- No hej siostrzyczko - usłyszałam głos Anki, łatwo było poznać, że już trochę wypiła.
- Co jest?
- Jest zwycięstwo! Jest impreza! Zostajemy u Marka dzisiaj razem z Antkiem, masz wolną chatę. Bądź grzeczna!
I się rozłączyła. Zaczęłam się śmiać jak głupia, a chłopak siedzący na kanapie nie wiedział co się dzieje.
- Właśnie dzwoniła wstawiona Anka, aby poinformować mnie, że zostają na noc u Marka, mam wolną chatę i mam być grzeczna - wytłumaczyłam i zaczęłam się na nowo śmiać. Kurek wstał z kanapy, podszedł, przyciągnął mnie do siebie, więc przestałam się śmiać, chociaż gdy zobaczyłam jego 'poważną' minę, zachichotałam znowu.
- Z tą ostatnią prośbą, może być ciężko - powiedział i zaczął całować moją szyję. Ponownie zaczęłam się śmiać jak wariatka, a on jeszcze specjalnie celował w miejsca gdzie miałam łaskotki. Wzięłam jego twarz w dłonie, spojrzałam mu głęboko w oczy i powiedziałam :
- Ja też zwariowałam, kompletnie i nieodwracalnie.. na twoim punkcie.
Gdy to usłyszał uśmiechnął się szeroko, a nasze usta ponownie złączyły się w gorącym pocałunku. Stado motyli zatoczyło koło w moim brzuchu. Oderwaliśmy się od siebie po jakimś czasie, a z naszych twarzy nie schodziły uśmiechy. Wróciliśmy na sofę, do oglądania filmu. W pewnym momencie, przypomniałam sobie, że przecież mamy dobre wino w piwnicy. Podreptałam po nie, zaopatrzona oczywiście w latarkę, bo mimo, że było tu często sprzątane, ja po prostu nie lubię takich miejsc. Wróciłam na górę z butelką czerwonego wina, a w salonie stały już dwa kieliszki i muffinki. No tak, on jest przecież wiecznie głodny - pomyślałam i się uśmiechnęłam, po raz chyba tysięczny tego wieczoru. Usiadłam na swoim poprzednim miejscu, a Bartek otworzył wino i nalał każdemu z nas do szklanych naczyń, po czym usiadł koło mnie.
- Za nas skarbie - powiedział stukając swoim kieliszkiem o mój.
- Za nas - odpowiedziałam upijając łyk, a następnie pochylając się, żeby skraść mu małego buziaka. Resztę wieczoru i nocy spędziliśmy na poznawaniu siebie, na rozmowach przy winie. Nie wiem kiedy zasnęłam.
Obudził mnie hałas dobiegający z kuchni, przykryłam głowę poduszką, a potem sobie przypomniałam, gdzie zasypiałam, więc jednak szybko się podniosłam z kanapy. Bartek ubrany w spodenki drużynowe szalał w kuchni. Po cichutku wstałam i podeszłam do mojego kucharza, obejmując go od tyłu i całując w łopatkę.
- Dzień dobry - powiedział odwracając się do mnie przodem, całując w czoło i demonstrując swój umięśniony tors. Nie widziałam go pierwszy raz, ale i tak zrobił na mnie to samo wrażenie. Instynktownie dotknęłam mojego brzucha. Nie żeby był jakiś wielki, czy coś, był płaski, owszem, ale nie tak umięśniony jak jego.
- Chyba muszę zacząć ćwiczyć, bo jak ja się niby z tobą gdziekolwiek na plaży pokaże - oznajmiłam siadając na krzesełku. Chłopak odszedł od kuchenki, podniósł lekko moją koszulkę, tak tylko by zobaczyć brzuch.
- Zwariowałaś, jest wspaniale - odpowiedział całując mnie w usta.
- Nie przekupisz mnie buziakami, nie ma mowy - wystawiłam mu język. - Zaczynam ćwiczyć.
- Gosia, nie musisz, poważnie. Ale skoro tak sobie wymyśliłaś, niech ci będzie.
Dokończył śniadanie, które okazało się być niczym innym tylko naleśnikami. Z truskawkami, bitą śmietaną i masłem czekoladowym. Mimo mojego wcześniejszego postanowienia, przy takich rarytasach na stole nie mogłam się powstrzymać.
- No i koniec, od dzisiaj ty robisz nam naleśniki - powiedziałam oblizując palec po czekoladzie.
- Tobie mogę je smażyć nawet trzy razy dziennie - odpowiedział uradowany.
- Ej, kochanie, jeśli byś mnie tak karmił, nie długo wyglądałabym jak szafa trzydrzwiowa.
- Wcale nie.
Wzięłam truskawkę, umoczyłam ją w maśle czekoladowym i udawałam, że chcę dać mu ją do ust, ale tak na prawdę specjalnie pobrudziłam mu nos i kącik ust.
- Oj biedactwo jeść nie umie, czekaj pomogę ci - powiedziałam siadając mu na kolanach i scałowując mu słodkości. Gdy się z tym uporałam dałam mu jednego, soczystego buziaka prosto w usta. Chyba liczył na dłuższy pocałunek bo zrobił śmieszną minę.
- Ty jesteś niemożliwa - oznajmił całując mnie w nos.
- Nie chcę cię martwić, ale nie jesteś o wiele lepszy - wystawiłam mu język.
- To dlatego tak do siebie pasujemy.
- Już nie filozofuj, idę wziąć prysznic.
***
Jak obiecałam, jest poniedziałek - jest rozdział ;)
a na zakończenie, tańczący Winiar <3
aha, i jak już tu jesteście, to może kliknijcie o tu : http://www.ermail.pl/klik/VndTZWQ=
- Słucham? - grałam twardą, mimo, że kolana miałam z waty i nie wiedziałam jak mi się jeszcze udaje stać na własnych nogach.
- Dobrze słyszałaś mała, oszalałem na twoim punkcie - powiedział stając obok mnie i patrząc mi w oczy. - Na T W O I M puncie, i żadnej innej nie chcę.
Teraz ode mnie zależało co dalej stanie się z jego wyznaniem. Miałam dwie opcje. Powiedzieć, że czuję to samo, albo zacząć go całować. Mały wybór, ale po dłużej chwili patrzenia się w te jego piękne, niebieskie oczy wiedziałam co powinnam zrobić. Zarzuciłam mu ręce na szyję i zaczęliśmy się całować. Jego dłonie błądziły po moich plecach, moje palce po jego szyi. Miał cudownie ciepłe usta, słodkie i pełne.. miłości. Gdy się od siebie oderwaliśmy pocałował mnie w szyję i mocno przytulił.
- Tak bardzo za tobą tęskniłem - szepnął mi do ucha. Całą przeszedł mnie dreszcz.
- Ja za tobą też - odpowiedziałam nie wypuszczając go z uścisku. - Przepraszam, nie wiem co mi strzeliło, z tym dawaniem sobie czasu.. Chyba bałam się, że nie uda nam się pogodzić twoich treningów, ligi światowej, sezonu reprezentacyjnego i tej całej reszty, a tak bardzo nie chciałam cię tracić .. - nie dane było mi powiedzieć nic więcej bo położył mi palec na ustach.
- Spokojnie kochanie, ze wszystkim sobie poradzimy - powiedział całując mnie delikatnie w usta. W tym momencie jakby wszystkie obawy odfrunęły, zniknęły. Wiedziałam, że skoro Bartek mówi, że damy radę, to znaczy, że damy radę. Zabraliśmy kubki do salonu i wtuleni w siebie włączyliśmy jakiś film. Nie bardzo pamiętam o co w nim chodziło, ani kto tam grał, bo najważniejsze w tej chwili było to, że Kurek siedział koło mnie i trzymał moją dłoń. Co jakiś czas, zamiast oglądać film, ja patrzyłam na niego. Za każdym razem gdy przyjmujący to zauważył szeroko się uśmiechał i całował jakąś część mojej twarzy omijając usta. Najpierw pocałował jeden policzek, później drugi, następnie nos, obie powieki i całą żuchwę.
- Ty faktycznie kompletnie zwariowałeś - powiedziałam śmiejąc się z niego gdy tym razem całował moją skroń.
- Zgadza się - wymruczał łapiąc mnie za brodę. - I nie zamierzam się leczyć - dodał wpijając się wreszcie w moje usta. Ten pocałunek był pełen pasji i namiętności. Poczułam w nim także tęsknotę, która mi się spodobała. Był jakby głodny całej mnie, jakby poznawał moją twarz i usta na nowo. Usłyszałam, że mój telefon pozostawiony w kuchni zaczął dzwonić. Bardzo nie chętnie oderwałam się od Bartka i poszłam odebrać.
- Halo?
- No hej siostrzyczko - usłyszałam głos Anki, łatwo było poznać, że już trochę wypiła.
- Co jest?
- Jest zwycięstwo! Jest impreza! Zostajemy u Marka dzisiaj razem z Antkiem, masz wolną chatę. Bądź grzeczna!
I się rozłączyła. Zaczęłam się śmiać jak głupia, a chłopak siedzący na kanapie nie wiedział co się dzieje.
- Właśnie dzwoniła wstawiona Anka, aby poinformować mnie, że zostają na noc u Marka, mam wolną chatę i mam być grzeczna - wytłumaczyłam i zaczęłam się na nowo śmiać. Kurek wstał z kanapy, podszedł, przyciągnął mnie do siebie, więc przestałam się śmiać, chociaż gdy zobaczyłam jego 'poważną' minę, zachichotałam znowu.
- Z tą ostatnią prośbą, może być ciężko - powiedział i zaczął całować moją szyję. Ponownie zaczęłam się śmiać jak wariatka, a on jeszcze specjalnie celował w miejsca gdzie miałam łaskotki. Wzięłam jego twarz w dłonie, spojrzałam mu głęboko w oczy i powiedziałam :
- Ja też zwariowałam, kompletnie i nieodwracalnie.. na twoim punkcie.
Gdy to usłyszał uśmiechnął się szeroko, a nasze usta ponownie złączyły się w gorącym pocałunku. Stado motyli zatoczyło koło w moim brzuchu. Oderwaliśmy się od siebie po jakimś czasie, a z naszych twarzy nie schodziły uśmiechy. Wróciliśmy na sofę, do oglądania filmu. W pewnym momencie, przypomniałam sobie, że przecież mamy dobre wino w piwnicy. Podreptałam po nie, zaopatrzona oczywiście w latarkę, bo mimo, że było tu często sprzątane, ja po prostu nie lubię takich miejsc. Wróciłam na górę z butelką czerwonego wina, a w salonie stały już dwa kieliszki i muffinki. No tak, on jest przecież wiecznie głodny - pomyślałam i się uśmiechnęłam, po raz chyba tysięczny tego wieczoru. Usiadłam na swoim poprzednim miejscu, a Bartek otworzył wino i nalał każdemu z nas do szklanych naczyń, po czym usiadł koło mnie.
- Za nas skarbie - powiedział stukając swoim kieliszkiem o mój.
- Za nas - odpowiedziałam upijając łyk, a następnie pochylając się, żeby skraść mu małego buziaka. Resztę wieczoru i nocy spędziliśmy na poznawaniu siebie, na rozmowach przy winie. Nie wiem kiedy zasnęłam.
Obudził mnie hałas dobiegający z kuchni, przykryłam głowę poduszką, a potem sobie przypomniałam, gdzie zasypiałam, więc jednak szybko się podniosłam z kanapy. Bartek ubrany w spodenki drużynowe szalał w kuchni. Po cichutku wstałam i podeszłam do mojego kucharza, obejmując go od tyłu i całując w łopatkę.
- Dzień dobry - powiedział odwracając się do mnie przodem, całując w czoło i demonstrując swój umięśniony tors. Nie widziałam go pierwszy raz, ale i tak zrobił na mnie to samo wrażenie. Instynktownie dotknęłam mojego brzucha. Nie żeby był jakiś wielki, czy coś, był płaski, owszem, ale nie tak umięśniony jak jego.
- Chyba muszę zacząć ćwiczyć, bo jak ja się niby z tobą gdziekolwiek na plaży pokaże - oznajmiłam siadając na krzesełku. Chłopak odszedł od kuchenki, podniósł lekko moją koszulkę, tak tylko by zobaczyć brzuch.
- Zwariowałaś, jest wspaniale - odpowiedział całując mnie w usta.
- Nie przekupisz mnie buziakami, nie ma mowy - wystawiłam mu język. - Zaczynam ćwiczyć.
- Gosia, nie musisz, poważnie. Ale skoro tak sobie wymyśliłaś, niech ci będzie.
Dokończył śniadanie, które okazało się być niczym innym tylko naleśnikami. Z truskawkami, bitą śmietaną i masłem czekoladowym. Mimo mojego wcześniejszego postanowienia, przy takich rarytasach na stole nie mogłam się powstrzymać.
- No i koniec, od dzisiaj ty robisz nam naleśniki - powiedziałam oblizując palec po czekoladzie.
- Tobie mogę je smażyć nawet trzy razy dziennie - odpowiedział uradowany.
- Ej, kochanie, jeśli byś mnie tak karmił, nie długo wyglądałabym jak szafa trzydrzwiowa.
- Wcale nie.
Wzięłam truskawkę, umoczyłam ją w maśle czekoladowym i udawałam, że chcę dać mu ją do ust, ale tak na prawdę specjalnie pobrudziłam mu nos i kącik ust.
- Oj biedactwo jeść nie umie, czekaj pomogę ci - powiedziałam siadając mu na kolanach i scałowując mu słodkości. Gdy się z tym uporałam dałam mu jednego, soczystego buziaka prosto w usta. Chyba liczył na dłuższy pocałunek bo zrobił śmieszną minę.
- Ty jesteś niemożliwa - oznajmił całując mnie w nos.
- Nie chcę cię martwić, ale nie jesteś o wiele lepszy - wystawiłam mu język.
- To dlatego tak do siebie pasujemy.
- Już nie filozofuj, idę wziąć prysznic.
***
Jak obiecałam, jest poniedziałek - jest rozdział ;)
a na zakończenie, tańczący Winiar <3
aha, i jak już tu jesteście, to może kliknijcie o tu : http://www.ermail.pl/klik/VndTZWQ=
Subskrybuj:
Posty (Atom)






