Translate

czwartek, 21 marca 2013

Rozdział 49.


 Siedziałam patrząc na kominek i uznałam, że podobny chciałabym mieć w swoim domku kiedyś. Spojrzałam za okno i zobaczyłam, że już całkiem się ściemnić, więc z ciekawości spojrzałam na zegar. Dziewiętnasta akurat dochodziła. Ciekawa byłam, jak długo te olbrzymy będą chciały imprezować.
- Proszę - pojawił się Łukasz z dwoma kubkami. Wzięłam jeden do ręki, a on usiadł na przeciwko mnie. Spróbowałam i poczułam w buzi odrobinę kokosa otulonego mocno czekoladowym smakiem.
- Mmmm, pycha! - powiedziałam patrząc na niego. Odpowiedział mi szerokim uśmiechem.
- Cieszę się, że ci smakuje.
 Siedzieliśmy gadając, ale po jakimś czasie wpadł do pomieszczenia Daniel. Spojrzał na nas oboje, a później wrócił się do głównego pokoju. Zaraz po nim wszedł Aleks i widząc mnie z uśmiechem usiadł na oparciu mojego fotela.
- Co się chowasz? Zatańczyć bym chciał z tobą - zagadnął.
- Starczy powiedzieć - odpowiedziałam z uśmiechem. Serb wyciągnął do mnie rękę, którą chwyciłam. Patrząc w oczy Łukasza, który się do mnie uśmiechał poszłam z Alkiem na parkiet. Znowu zaczęło się wariactwo. Co piosenkę miałam innego partnera. Najpierw Atanasijevic, później Winiar, Zati, Daniel, Paweł, a na samym końcu dorwał mnie Łukasz. Tańczyłam w najlepsze, nie myśląc o ciężkiej rozmowie, która mnie czekała. Wiedziałam, że najlepiej, żebym powiedziała mu dzisiaj, ale gdy zobaczyłam go wkurzonego, siedzącego i pijącego kolejnego drinka, wiedziałam, że nic by z tego nie wyszło. Zabolało mnie serce, nie chciałam robić mu przykrości, nie chciałam go ranić. Przeprosiłam Łukasza i podeszłam do Bartka z lekkim uśmiechem na twarzy. Spojrzał na mnie rozkojarzony, ale po chwili się uśmiechnął.
- Dobrze się bawisz? - zapytał z ironią. Cofnęłam się o krok do tyłu. Spojrzał na swoje buty, później wstał z krzesła. - Chcesz pogadać co nie?
- Tak - odpowiedziałam cicho. Złapał mnie za rękę i zaprowadził do pokoju z kominkiem. Nie wiedziałam od czego zacząć, więc stałam patrząc tępo w swoje buty.
- Gosia.. - zaczął chłopak. Spojrzałam na niego załzawionymi oczami. Czułam do niego.. i to sporo, ale nie umiałam nazwać tych uczuć. Widząc to Bartek po prostu mnie przytulił. - Co się z nami stało?
- Nie wiem - odpowiedziałam wtulając się w niego.
- Z tobą też Hanka gadała?
- Tak.
 Zapanowała chwila ciszy i wydawało mi się, że Kurek przytulił się jeszcze mocniej. Oparł swoją brodę, na mojej głowie, myśląc pewnie co teraz. Ja też nie wiedziałam co zrobić.
- Ja się nie poddam - przerwał milczenie po jakimś czasie. Odsunął mnie od siebie kawałek podnosząc przy tym moją brodę, tak abym spojrzała w jego oczy. - Nie poddam się rozumiesz? Zbyt wiele dla mnie znaczysz. Może Hanka ma rację, może się pośpieszyliśmy. Nie znaczy to jednak, że nie możemy być przyjaciółmi. Najlepszymi na świecie, mówiącymi sobie wszystko, dbającymi o siebie. Nie chcę cię stracić, nie mogę.
 Wiedziałam, że mówił to prosto z serca. Chciałam być dla niego podporą, więc pasował mi ten układ. Wspięłam się na palce, szepnęłam mu do ucha "dziękuję" i skradłam mu buziaka, żeby ostatni raz posmakować jego ust.
- A to co? - zapytał z uśmiechem od ucha do ucha.
- To taki ostatni buziak.
- Tymczasowo ostatni.
Uśmiechnęłam się czując, że ma rację. Mi też na nim bardzo zależało i miałam nadzieję, że jak się lepiej poznamy wyjdzie nam to na dobre.
 Wróciliśmy na salę gdzie żartowaliśmy, tańczyliśmy, jedliśmy i piliśmy do dwudziestej trzeciej. Później rozpoczął się proces odwożenia do domu. Wszyscy się rozjechali, a ja miałam drugą imprezę w samochodzie. Hanka z Karolem zaczęli śpiewać piosenki z radia, a Bartek chwilami nie mógł opanować śmiechu, zwłaszcza, gdy Kłos zawył niczym kobieta. Wszyscy płakaliśmy ze śmiechu, co czasami przeszkadzało mi w prowadzeniu pojazdu. Gdy stanęliśmy pod ich blokiem, cudowna parka poszła na górę, a ja zostałam z Bartkiem.
- Proszę - powiedziałam podając mu kluczyki do auta.
- A ty jak wrócisz do domu? - zapytał zdziwiony.
- No taksówką a czym.
- Nie żartuj, weź moje auto. Jutro po treningu mi oddasz.
- A jak dojedziecie na trening?
- Spokojnie Karol też ma samochód.
- Aha, no dobra. A o której mam przyjechać?
- O jedenastej. O zgrozo, tak mało czasu na sen - powiedział teatralnie kładąc dłoń na czole.
- Idź ty wariacie. Dobranoc - powiedziałam całując go w policzek.
- Dobranoc ślicznotko.
 Wsiadłam do auta i zaczekałam, aż wejdzie do klatki. Gdy byłam w połowie drogi usłyszałam sygnał sms. Wyjęłam telefon z kieszeni i spojrzałam na wyświetlacz. Od : Bartek. "Daj znać gdy będziesz bezpiecznie w domu ;)". Zaparkowałam koło bramy i powędrowałam do domu. Gdy tylko przekroczyłam próg swojego pokoju napisałam Bartkowi, że już dotarłam. Wzięłam piżamę i poszłam pod szybki prysznic. Wszyscy już spali, co mnie nie dziwiło bo dochodziła północ. Umyłam się, wysmarowałam balsamem i wróciłam do swojego pokoju. Położyłam się wygodnie w łóżku, okrywając kołdrą po uszy, ale zaraz musiałam się odkrywać, bo chciałam spojrzeć na telefon. "Masz 2 nowe wiadomość" Otworzyłam skrzynkę odbiorczą, a tam "Dobranoc ;*" od Bartka i sms z nieznanego numeru. "Dziękuję za udany wieczór i pomoc przy wypiekach. Śpij dobrze, Łukasz ;)" Od razu zapisałam numer chłopak i odpisałam mu "Również dziękuję, dobranoc ;)". Odłożyłam telefon i odwróciłam się na drugi bok. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

***
Przepraszam za takie opóźnienie, ale konkursy, sprawdziany i złe samopoczucie, sprawiły, że nie miałam weny. Ale oto jest rozdział 49. Może tym razem mnie zaskoczycie i dacie aż 10 komentarzy? ;)
Jest i Michał "Winiar" Winiarski ;) chyba go tu jeszcze nie było ;P

czwartek, 14 marca 2013

Rozdział 48.


- To dobrze, zobaczysz co się będzie w poniedziałek działo - powiedział Serb z tajemniczym uśmiechem. Już miałam pytać co knuje, ale w tym samym momencie rozległa się muzyka i ktoś porwał mnie do tańca. Jak później się zorientowałam był to zadowolony z życia Zati. Dobrze mi się z nim tańczyło, więc bujaliśmy się tak razem ze trzy piosenki. Parkiet się zapełniał, aż w drzwiach kuchennych pojawili się kucharze. Przeprosiłam Pawła i podeszłam do Łukasza ciągnąc go do tańca. Chwilę się zastanawiał, po czym szybkim ruchem zrzucił fartuch i do mnie dołączył.
- Jak ty świetnie tańczysz - powiedziałam przekrzykując muzykę wprost do jego ucha.
- Dzięki, ty też nie najgorzej - odpowiedział śmiejąc się. Wystawiłam mu język, na co odpowiedział mi tym samy i mocno mną zakręcił. Zaczęłam się śmiać i wpadłam wprost w jego ramiona.
- Odbijany - zaskoczył mnie Bartek szybko łapiąc moją rękę. Odciągnął mnie jakiś kawałek dalej i zaczął ze mną tańczyć. Po trzech kawałkach uznałam, że chyba muszę odpocząć, więc poszłam się napić. Gdy tylko odwróciłam się ponownie przodem do parkietu zauważyłam, że Kurek tańczy z tą blondyną. Kompletnie zapomniałam jak ma na imię, ale w tym momencie jakoś mnie to nie obchodziło. Usilnie chciała zwrócić jego uwagę, ale wyglądał na lekko znudzonego.
- Uważaj, bo ten twój chłopak to chyba bardzo zazdrosny jest - zagadnął mnie Łukasz.
- No, muszę przyznać mu rację - dołączyła się przechodząca Hania.
- Ciekawe o co miałby być zazdrosny - powiedziałam upijając kolejnego łyka. Hania stanęła, popatrzyła na mnie, później znacząco na Łukasza i znów na mnie. Przewróciłam teatralnie oczami, a za nią widziałam jak Bartek zaczyna się ożywiać i tańczyć wesoło z blondynką. Moja rozmówczyni zauważyła, że zmieniłam punkt obserwacji i spojrzała w tym samym kierunku.
- Chodź, musimy chyba pogadać - powiedziała chwytając mnie za rękę i prowadząc do pokoju z kominkiem. - Słuchaj, sytuacja wygląda tak, że nie bardzo wiem co się między wami dzieje. Rano było wszystko, ok. Szczęśliwi, bo razem i tak dalej.. ale od kiedy tu jesteśmy, wy panujecie tutaj jakby osobno. Stało się coś?
 Zaczęłam się zastanawiać, co właściwie się zmieniło. Nie chodziło tylko o rozmowę z Karoliną, chociaż może jednak. Namieszała mi w głowie i to konkretnie. Jednak zdawało mi się, że nie tylko to zakłóciło nasz spokój. Na początku zostałam porwana do rozmów przez zawodników Skry, później wylądowałam w kuchni.. Właśnie, kuchnia!
- No Gosia, mi możesz powiedzieć - kontynuowała Hania czekając na reakcję z mojej strony.
- Sęk w tym, że ja sama nie wiem - odpowiedziałam siadając na fotelu. Dziewczyna bez słowa usiadła obok mnie i objęła mnie ramieniem.
- Może to jednak za wcześnie na takie zobowiązania, jakie wy sobie postawiliście - powiedziała bardzo cicho. Spojrzałam na nią, a później przed siebie. Zaczęłam się zastanawiać nad jej słowami. Może miała rację, może to było za szybko. Znaliśmy się nie cały tydzień. Miałam totalny mętlik w głowie. Myśli latały zagłuszając muzykę, a co najdziwniejsze w tym wszystkim pojawił się ktoś jeszcze.
- Co z Łukaszem? - pytanie Hani wyrwało mnie z zamyślenia. Z Łukaszem? Czemu ona pyta o Łukasza..
- Słucham?
- Dobra, rozumiem. Pytania nie było.
 Spojrzała na drzwi i powoli się podniosła.
- Myślę, że powinnaś z nim porozmawiać - odezwała się będąc już w progu. Wiedziałam, że ma rację, ale co ja mogłam mu powiedzieć? I to w dodatku gdy był po kilku drinkach. Leciała jakaś wolna piosenka, a ja stanęła w przejściu, żeby przyjrzeć się tańczącym parom. Zauważyłam Winiara z Dagmarą, Hanię z Karolem, Alka z Ingą i Bartka.. z blondyną. Poczułam lekkie uczucie zazdrości, które w sumie mnie nie zaskoczyło. Zależało mi na nim, ale czułam, że za bardzo się pośpieszyliśmy. Odwróciłam się na pięcie i poszłam po kurtkę. Szybko się ubrałam i wyszłam z budynku. Miałam nadzieję, że nikt mnie nie zauważył, jednak chwilę później drzwi się otworzyły i stanął w nich Łukasz. Dopiero teraz obejrzałam go w całości. Miał na sobie brązowe buty za kostkę, ciemne jeansy i granatowy sweter w paski. Niebieska kurta była rozpięta, a w ręce trzymał czapkę. Gdy mnie ujrzał lekko się uśmiechnął. Usiadł obok mnie na murku i nic się nie odzywał. Pewnie myślał, że wyszłam, bo zdenerwował mnie widok Bartka tańczącego z inną. Nie chciałam wyprowadzać go z błędu, bo w sumie po co. Co go mogło to obchodzić.
- Ładny widok, prawda? - zagadnął po jakimś czasie.
- Owszem, jezioro wygląda ślicznie - odpowiedziałam patrząc przed siebie.
- Chcesz pogadać?
- Nie, ale dzięki. Starczy jak tu ze mną posiedzisz.
 Nic nie odpowiedział tylko siedział. Po chwili jednak wstał spojrzał na mnie i nałożył mi czapkę, co wywołało mój przeogromny śmiech. Odpowiedział mi uśmiechem i usiadł z powrotem obok. Oparłam głowę o jego ramię i tak siedzieliśmy nic nie mówiąc. Czułam się przy nim wyjątkowo swobodnie, wiedziałam, że nie muszę niczego udawać. Zawiał chłodny wiatr i się lekko zatrzęsłam.
- Chcesz wracać do środka? - zapytał chłopak.
- No w sumie, możemy iść - odpowiedziałam wstając i podając mu rękę. Złapał ją i udając, że strasznie ciężko mu wstać, podniósł się. Śmiejąc się weszliśmy do budynku, gdzie od wejścia wpadli na nas siatkarze.
- Ooo, jak stylowo - zawołał Alek pokazując na czapkę. Spojrzałam na Łukasza i ponownie zaczęliśmy się śmiać. Zdjęłam kurtkę, a beżową czapkę zostawiłam póki co na głowie.
- Napijesz się czekolady z piankami? - zapytał gdy usiadłam przy kominku.
- Pewnie, pomóc ci w kuchni?
- Nie trzeba, zaraz wracam.

***
Dobra, no to skoro tak dobrze Wam poszło, to podnosimy poprzeczkę. 4 komentarze i będzie kolejny ;)
Tego pana, to chyba nie muszę przedstawiać ;D

środa, 13 marca 2013

Rozdział 47.


- Daniel.. - zaczęłam, ale zaraz mi przerwał.
- Gosia, nie, poważnie. Nic się nie stało, spokojnie. Najlepiej to zapomnij o tym - powiedział słabo się uśmiechając.
- Nie chcę zapominać.. Daniel, ja nie chcę cię krzywdzić.
- No co ty, przecież wszystko się ułoży.
- Daniel..
- Nie, nie. Nie było rozmowy, wracamy na przyjęcie - powiedział i idąc za mną pchał mnie w stronę budynku. Gdy tylko weszliśmy do moich uszy doszły radosne krzyki gwar rozmów. Nadal nie mogłam dojść do siebie. Słowa Karoliny, a później Daniela kompletnie wybiły mnie z rytmu.
- Czy ty kochanie słyszałaś?! - zagadnął Kurek obejmując mnie ramieniem. - Nie ma dzisiaj treningu, czyli możemy imprezować do końca dnia - powiedział szczęśliwy. - Stało się coś? - zapytał jednak widząc moją minę.
- Nie, nie, zmarzłam tylko - odpowiedziałam uśmiechając się, mając w duchu nadzieję, że da się nabrać. Widziałam jak Daniel spojrzał na nas przelotnie i poszedł gdzieś w głąb pomieszczenia. Bartek pomógł mi zdjąć kurtkę, o której już kompletnie zapomniałam. Poszłam za nim do salonu i usiadłam na krześle obok.
- Napijesz się czegoś? - zagadnął.
- Chętnie, soku pomarańczowego - odpowiedziałam, a on poszedł do stolika z napojami. Siedziałam jak zahipnotyzowana myśląc nad tym, czego się dowiedziałam. Przecież to było szaleństwo, absurd.
- Proszę - powiedział Bartek stawiając przede mną szklankę, a jednocześnie wyrywając mnie z zamyślenia.
- Dzięki - odparłam uśmiechając się.
- Tylko tyle? - zapytał, po chwili wskazując swój policzek. Gdy się nachylałam on odwrócił twarz tak, że to nasze usta się spotkały.
- Głupek - zaśmiałam się patrząc mu w oczy.
- Ale cały twój.
 Siedzieliśmy i gadaliśmy, żartowaliśmy całą drużyną. Gdy szłam do łazienki zobaczyłam Hanię rozmawiającą z Łukaszem. Czy ona zna tutaj wszystkich przystojniaków? Zaraz, czy ja właśnie pomyślałam, że Łukasz jest przystojny? No dobra, może i jest, no ale to nie zmienia faktu, że jestem z Bartkiem i nie powinnam zwracać uwagi na takie rzeczy. Ale z drugiej strony, jesteśmy tak krótko ze sobą..
- No hej, Gośka, poznaj, to Łukasz.. - zaczęła, a chłopak jej przerwał.
- My się już znamy - powiedział.
- Tak - odpowiedziałam stając obok nich i się uśmiechając.
- A skąd, że tak zapytam? - zagadnęła Hanka.
- Z kuchni - odpowiedzieliśmy jednocześnie i zaczęliśmy się śmiać.
- Ale jak to? - to znowu Hania.
- No wiesz, gotowaliśmy sobie w najlepsze, a tu wpadła taka o brunetka szalejąca przy garach, robiąca fantastyczne dania i to z sercem. Miałem szczęście, że dostała miejsce pracy akurat ze mną - powiedział Łukasz, a ja czułam, że się rumienię od tych wszystkich komplementów.
- No dobra, już tak nie przesadzaj - powiedziałam uśmiechając się do niego. - A wy jak się poznaliście?
- Jestem w jednej grupie z Łukasza siostrą - odpowiedziała dziewczyna.
- Aha.
- Noooo, Zośka jest trochę bardziej.. Hania jak to nazwać? - zagadnął Łukasz.
- Roztrzepana - powiedziała dziewczyna i zaczęła się śmiać. Chłopak jej zawtórował i zaraz śmialiśmy się wszyscy.
- Musisz ją poznać, zobaczysz sama. Niebo a ziemia! - śmiał się nadal.
- No pewnie - odpowiedziałam.
- Niestety moje drogie, ale muszę was opuścić. Skoro zostajecie na dłużej to wracamy do kuchni. Jakbyś miała wolną chwilę możesz dołączyć. Na pewno szef się ucieszy - powiedział idąc w stronę białych drzwi.
- Jeśli pożyczysz mi koszulkę, to przybędę! - zaśmiałam a się, a on wskazał kciuki uniesione w górę i szeroki uśmiech.
- Jaką koszulkę? - zapytała Hania.
- Schrup mnie - odpowiedziałam.
- Słucham?
- No bo uznali, że przecież nie mogę w tym gotować, no to Łukasz dał mi koszulkę, którą miał w torbie. Czarna z napisem "schrup mnie".
- Matko - zaśmiała się. - Co za koszulka.
- Co za człowiek.
- No barwny i zdolny. Jadłam jego potrawy. Pychaaa - rozmarzyła się.
- Kto jest pycha? - zagadnął Karol obejmując dziewczynę ramieniem.
- No Hania mówiła o tobie, a o kim by innym - odpowiedziałam. Przeprosiłam ich i poszłam w końcu do łazienki, tak jak miałam w planie od początku. Gdy otwierałam drzwi wychodząc uderzyłam nimi kogoś.
- Jezu, przepraszam - powiedziałam wynurzając się z pomieszczenia i próbując rozpoznać kto jest moją ofiarą.
- Oh, my arm! - zawołał Aleks i zaczął się śmiać.
- To nie jest zabawne, nic ci się nie stało? - zapytałam go dając mu jednocześnie lekkiego kuksańca między żebra.
- No spokojnie, nie bij, nic mi się nie stało - odpowiedział przytulając mnie do siebie. - Co z tym kinem i imprezą w poniedziałek?
- No ja podtrzymuję swoją propozycję. Gadałeś z resztą?
- Pewnie, wszyscy są za, Paweł chyba najbardziej.
- Zatorski? No dobra, też może iść - zaśmialiśmy się oboje.
- Co knujecie? - zapytał Daniel.
- W poniedziałek zamawiamy kino na własność i później imprezujemy. Piszesz się? - powiedział Alek.
- No pewnie - odpowiedział z uśmiechem. - Kto idzie?
- Cała drużyna! - zawołaliśmy z Serbem jednocześnie po czym zaczęliśmy się śmiać.
 Reszta dnia minęła na żartach, popijaniu napojów (wiadomo jakich, skoro wszyscy byliśmy pełnoletni). Ja jednak wolałam zostać przy soku. Co jakiś czas zaglądałam do kuchni, żeby pogadać z Łukaszem resztą, ale za każdym razem gdy tylko miałam iść się przebierać do gotowania, ktoś mnie wołał. Raz wymyślili sobie, że gramy w kalambury, później w butelkę, na końcu w pokera. Wszystkie plany świetne, gorzej z wykonaniem. Komuś się znudziło, ktoś nie mógł opanować śmiechu, ktoś ciągle polewał. Impreza z nimi równała się sporym bólem głowy. Mnie to całe szczęście miało jednak ominąć.
- No i jak tam się nasza gwiazda bawi? - zagadnął mnie Alek gdy nalewałam sobie soku.
- Bardzo dobrze, zabawnie jest - odpowiedziałam z uśmiechem na ustach.

***
Takie tam zamieszanie ;p 3 komentarze proszę, jeśli chcecie kolejny rozdział.

środa, 6 marca 2013

Rozdział 46.


- No dobra, to zostaw nam swój numer, w okolicach wakacji zadzwonimy - powiedział podając mi rękę i poszedł. Poszłam z Łukaszem do szatni, gdzie się przebrałam i oddałam mu jego koszulkę. Wziął mój numer i wróciłam na salę, gdzie już czekały na mnie Kasia i Inga. Przedstawiłam je chłopakom, którzy chętnie się nimi zaopiekowali. Ja natomiast miałam chwilę, aby wypróbować naszych pyszności i poszukać Bartka.
- No cześć mała - usłyszałam za sobą męski głos i się odwróciłam. Tego głosu nie mogłam nie poznać, był to nie kto inny, a sam Kurek.
- No hej - odpowiedziałam patrząc mu w oczy.
- Gdzie się podziewałaś? Stęskniłem się.
- W kuchni byłam.
- Gdzie? Dlaczego?
- Chciałam poznać szefa kuchni, który kieruje zespołem wykonującym tak pyszne dania, no i przygarnęli mnie na jakiś czas. Wiesz jak dużo się nauczyłam! Szef był pod wrażeniem moich umiejętności kulinarnych i zaproponował mi pracę u nich.
- No proszę, moja zdolniach - powiedział przytulając mnie i całując w czubek głowy. Wtuliłam się w niego czując zapach jego perfum. Brakowało mi tego przez ten długi czas. - Chcesz iść się przejść? - zapytał odsuwając się lekko, aby spojrzeć na mnie. Pokiwałam głową, po czym odstawiłam talerzyk i poszliśmy po kurtki. Oczywiście tuż przed drzwiami musiała nas wyłapać Hanka :
- A gdzie to gołąbeczki się wybierają? - zapytała.
- Na mały spacerek - odpowiedział Bartek łapiąc mnie za rękę. Wyszliśmy na zalany słońcem ganek, powietrze było mroźne, ale wszystko wyglądało idealnie. Idąc w stronę pięknego stawu, przypomniałam sobie opowieść Daniela. Bartek wyglądał jakby nad czymś intensywnie myślał.
- Coś się stało? - zagadnęłam gdy zbliżyliśmy się do ławeczki.
- Nie, tak tylko się zamyśliłem - odpowiedział odgarniając śnieg z drewna. Usiadł, a ja chciałam zrobić to samo, ale pociągnął mnie tak, że wylądowałam na jego kolanach.
- Co ty robisz? - zaśmiałam się patrząc mu w oczy.
- Ławka jest strasznie zimna, nie chciałem żeby ci pupa zmarzła - odpowiedział uśmiechając się szeroko. Chwyciłam jego twarz w dłonie i lekko musnęłam wargami jego usta. Chłopak był pewien, że to będzie pocałunek, ale ja odsunęłam swoją twarz. - Jesteś nie możliwa - powiedział śmiejąc się i całując mnie w nos.
- Dopiero zauważyłeś? - odpowiedziała zalotnie się uśmiechając.
- Nie, wiem to od dawna.
- Do prawdy? Po czym to poznałeś?
- Miałem przeczucie.
 Oboje zaczęliśmy się śmiać, a ja zobaczyła, że w oknie stoi kilka osób.
- Co jest mała? - zapytał obracając się w stronę, w którą ja patrzyłam. - Oooo, chcą przedstawienia? Nie ma sprawy - zaśmiał się. Już miałam mu coś powiedzieć, ale nie zdążyłam. Wstał z ławki podnosząc mnie ze sobą, żeby nie spać chwyciłam go nogami. Zaczął mnie namiętnie całować, co po chwili w całości mnie pochłonęło. Już mnie nie obchodziło, że zrobił to dla popisu, chociaż gdzieś wewnątrz nadal byłam na niego zła. Całował nieziemsko, tym razem bez chwili wahania. Odwzajemniałam pocałunki czując jak na twarzy Bartka pojawia się uśmiech. Gdy się od siebie odkleiliśmy zobaczyłam przeogromnego banana, który po chwili mi się udzielił.
- Ty kompletnie zwariowałeś - powiedziałam gdy nadal mnie trzymał na rękach.
- Owszem, na punkcie pięknej brunetki - odpowiedział całując mnie przelotnie. Czułam, że się rumienię, więc schyliłam się aby schować twarz w szaliku. - Przestań mała, lubię gdy się zawstydzasz - dodał chwytając moją brodę, żeby nasze spojrzenia się zrównały. Pocałowałam go w nos i mocno przytuliłam. Odstawił mnie ostrożnie na ziemię i ruszyliśmy w stronę budynku. Gdy nasze palce się spletły spojrzałam na niego, nadal się uśmiechał. Co najważniejsze nie byle jak, uśmiechał się w sposób przeznaczony tylko dla mnie. Gdy weszliśmy poczułam ciepło otulające moją twarz. Zdjęliśmy kurtki, a Bartka zaraz zawołał Winiar. Poszłam odnieść nasze kurtki, a gdy wracałam na mojej drodze stanęła Karolina, siostra Daniela. Byłyśmy w pokoju z kominkiem, same.
- No, no. Cóż za przedstawienie - powiedziała klaszcząc dwa razy. - Nie powiem, zrobiło to niesamowite wrażenie. Dziewczyny stały wpatrzone w was jak w obrazek zastanawiając się, gdzie zagubiły w swoich związkach tą romantyczność, a chłopacy.. Chłopacy po prostu stali i się przyglądali. Nie wiem jak ty tego dokonałaś małolato, ale oni wszyscy ogłupieli.
- Nie wiem o co ci chodzi - odpowiedziałam starając się, żeby mój głos brzmiał normalnie, bo byłam w ogromny szoku po jej słowach.
- Już nie udawaj takiego niewiniątka - powiedziała przyglądając mi się uważnie. - Ty poważnie nie wiesz co narobiłaś? Pozwól, że ci trochę rozjaśnię sytuację. Nie tylko Bartek na ciebie leci. Zaczarowałaś sobą całą drużynę, całą. Swoją drogą nie wiem czemu, widywałam ładniejsze - przerwała na chwilę. - Chcę tylko, żebyś wiedziała, że jeśli skrzywdzisz mojego brata, to.. No nie powiem, tamto przedstawienie, że niby jesteś jego dziewczyną też było niezłe.
- To nie było żadne przedstawienie, po prostu źle zrozumiałaś fakty - odpowiedziałam.
- No wiesz, nie ciężko było mi się pomylić, on patrzy na ciebie jak na obrazek, co swoją drogą mnie dziwi, myślałam, że po swojej ex zmądrzał, ale jak widać ten mój braciszek ma pecha do dziewczyn.
 Próbowałam przetrawić co właśnie zasugerowała. Że niby ja się podobam Danielowi?! Czy to w ogóle możliwe? Jest świetnym kolegą, z czasem może i nawet przyjacielem.
- Co się nie odzywasz? Nie mów, że nie zauważyłaś - zagadnęła mnie blondynka stojąc obok mnie.
- Gosia? Możemy pogadać ? - w drzwiach pojawił się Daniel. Zastanawiałam się tylko ile z tego usłyszał.. Czy to było prawdą.
- Jasne, wydaje mi się, że my już skończyłyśmy, prawda? - zapytałam zwracając się do Karoliny i idąc po swoją kurtkę. Dziewczyna nic nie odpowiedziała tylko wyszła z pomieszczenia. Ubrałam się, zawinęłam w szalik i powędrowałam z chłopakiem na dwór. Panowała między nami cisz, więc domyślałam się, że słyszał chociaż część tamtej rozmowy. Stanęliśmy dopiero za rządkiem sosen,
- Ile z tamtej rozmowy słyszałeś? - zapytałam patrząc na niego.
- Wystarczająco dużo - odpowiedział oglądając drzewa.
- No i? To co mówiła to prawda? - cisza. - Daniel! Spójrz na mnie i mi odpowiedz - zażądałam. Chłopak
zbliżył się o krok i spojrzał mi w oczy.
- Gosia, ja.. Ja nie chcę między wami mieszać. Zbyt długo przyjaźnię się z Bartkiem.
 Zaniemówiłam. On chyba nie mówił serio.
- To znaczy.. - powiedziałam patrząc na niego.
- Tak, Karolina mówiła prawdę, podobasz mi się.

***
Ponieważ kazałam Wam strasznie długo czekać na nowy rozdział, macie trochę dłuższy.. i bardziej zagmatwany :D
No i łapcie Alka na dzisiaj ;)

piątek, 15 lutego 2013

Rozdział 45.


 Zaprowadził mnie do szatni znajdującej się obok kuchni. Otworzył jedną z szafek i wyjął z niej czarną torbę. Poszperał w niej chwilę, po czym wyciągnął czarny t-shirt z napisem "Schrup mnie".
- Ciekawy napis - powiedziałam śmiejąc się pod nosem.
- Za szafkami jest parawan - odpowiedział również się śmiejąc. Poszłam we wskazane miejsce i chwilę później stałam przed nim w jego koszulce. Sięgała mi gdzieś do połowy uda, więc wzięłam ją i zawiązałam na wysokości bioder.
- Niestety nie mam nic innego - powiedział patrząc na mnie.
- Nie ma sprawy - odpowiedziałam uśmiechając się. - Idziemy piec?
- No pewnie!
 Wróciliśmy do kuchni, gdzie Łukasz jeszcze tylko zawiązał mi fartuch i byliśmy gotowi. Pokazał mi jak zrobić pierwszą tartę, a później mogłam działać sama. Szef co jakiś czas zerkał w naszym kierunku, a gdy skończyłam jedną ze swoich pierwszych tart podszedł i spróbował. Wszyscy zaprzestali czynności, którymi się zajmowali i patrzyli na rozwój wydarzeń.
- Czego dodałaś do bitej śmietany? - zapytał po chwili namysłu.
- Laskę wanilii i migdały - odpowiedziałam udając pewną siebie, a w rzeczywistości byłam przerażona, że zepsułam danie.
- Łukasz, próbowałeś tego?
- Jeszcze nie szefie - powiedział chłopak.
- Sandra, Magda, Robert i Michał. Wy też spróbujcie.
 W tym momencie poziom mojego zdenerwowania przekraczał normę. Wszyscy cukiernicy z jego kuchni wzięli po kawałku i spróbowali. Czekałam na jakąkolwiek podpowiedź wyczytaną z twarzy, ale niestety nic. Wszyscy przybrali miny pokerzystów.
- I jak wam smakowało? - zapytał szef.
- Trzy gwiazdki - powiedziała jedna z dziewczyn.
- Trzy i pół - dodała druga.
- Trzy i pół - powiedzieli zgodnie dwaj mężczyźni. Został tylko werdykt Łukasz i szefa.
- Jak dla mnie, to nawet cztery - powiedział mój współpracownik.
- No chociaż jeden ma kubki smakowe na miejscu i mówi szczerze - powiedział szef. - Gratuluję, zrobiłaś tartę z bananami na cztery gwiazdki, w naszej kuchni zdarza się to tylko Łukaszowi - powiedział wyciągając ku mnie dłoń. Podałam mu swoją, a mężczyzna zatrząsł nią mocno i wesoło. - Wracać do roboty.
 Wszyscy ponownie zajęli się pieczeniem, miksowaniem, ubijaniem i krojeniem. Bawiłam się w najlepsze robiąc to co kocham. Gdy skończyliśmy tarty zajęliśmy się ciastem czekoladowym.
- Tym razem młoda nie słuchaj rad weterana, zobaczymy co ci wyjdzie, idź na żywioł, rób to co podsunie ci smak - powiedział szef. Zrobiłam jak mi kazał, moje ulubione mocno czekoladowe ciasto, z dodatkiem żurawiny i wanilii. Gdy wyjęłam je z piekarnika ukroiłam kilka kawałków i zostawiłam na talerzu. Szef zerknął przez ramię i podszedł do stolika. Wziął mój wypiek do ust i pokiwał głową.
- Mmm, pyszne. Żurawina świetnie się tu komponuje - powiedział z uznaniem po czym wrócił do swoich zajęć.
- Świetnie ci idzie - szepnął mi na ucho Łukasz. Odpowiedziałam mu jedynie uśmiechem co odwzajemnił. Wszyscy dalej ciężko pracowaliśmy, a kelnerzy zaczęli krążyć z tacami. Szef przeniósł mnie na pozycje ozdabiania babeczek, gdzie pracowały dwie dziewczyny. Uwinąłyśmy się szybko, a jednocześnie bardzo ładnie nam to wszyło.
- Kaśka jestem - powiedziałam jedna z nich podając mi rękę.
- Cześć, Gosia - odpowiedziałam potrząsając jej dłonią. Dziewczyna miała czarne włosy związane w niedbałego koczka, jasną karnację i błękitne oczy.
- Inga - dodała druga, kasztanowa brunetka o brązowych oczach.
- Ty znasz wszystkich naszych gości nie? To siatkarze prawda? - zagadnęła Kasia.
- Dokładnie tak.
- Mówiłam ci! Poznałam tego chłopaka, który z tobą tutaj wszedł, Pliński co nie?
- Tak, Daniel. Co, interesujecie się siatkówką?
- No tak trochę - odpowiedziały jednocześnie.
- Jeśli chcecie mogę was im przedstawić później.
- Na serio?! O jeny, Inga, mamy coś normalnego do ubrania? Żeby wstydu nie było.
- Kaśka, uspokój się. To siatkarze, ale też ludzie. Prawda Gośka? - powiedziała brunetka.
- No pewnie, nie denerwuj się tak.
 Powoli wszyscy kończyli swoje dania i w kuchni atmosfera zaczynała się rozluźniać.
- No młoda, chciałem powiedzieć, że jestem pod ogromnym wrażeniem twoich zdolności kulinarnych - zaczął szef podchodząc do mnie. - Na wakacje prowadzimy z Łukaszem kurs, możesz wpaść, poduczyć się.
- Albo od razu dołączyć do zespołu - dodał mój współpracownik.
- O właśnie. Ile masz lat i czym się zajmujesz? Bo to całkiem nie głupi plan, potrzebujemy jeszcze kogoś do deserów - powiedział szef.
- Aktualnie to jeszcze tylko tydzień jestem w Bełchatowie. Przyjechałam tutaj tylko na ferie do siostry. Na co dzień chodzę do liceum w Warszawie, a w tym roku piszę maturę.
- Mhm, rozumiem, a jakie masz plany na później?
- Studia, w Bełchatowie - odpowiedziałam na co oboje zareagowali uśmiechem.



no to Ziomek na dzisiaj ;)

sobota, 9 lutego 2013

Rozdział 44.


- No ja jestem jak najbardziej za - powiedział Alek uśmiechając się szeroko. - Myślę, że reszta podzieli nasz entuzjazm.
- Entuzjazm na co? - zapytał Zati, pojawiając się nagle w pokoju.
- Jezu, Zati! Nie strasz ludzi - zawołałam po polsku.
- No ja wiem, wy sobie tutaj romantyczny kącik urządziliście, ale ludzie was szukają, bo jedzenie zaraz będzie - odpowiedział.
- Chodź Alek, obiad czeka - zwróciłam się do Serba po angielsku.
- A o jakim entuzjazmie była mowa? - zagadnął go Paweł.
- Wystraszyłeś Gosię i zepsułeś nastrój więc ci nie powiem - odpowiedział udając poważnego, co po chwili mu nie wyszło i oboje śmiejąc się z Zatiego weszliśmy do sali głównej. Nadal trwały rozmowy, każdy zajmował się sobą. Wypatrzyłam z drugiego końca sali spojrzenie Bartka, który miał dziwny wyraz twarzy.
- Gdzie zaginęłaś? - zagadnął Daniel stając obok mnie.
- Urządzili sobie z Alkiem romantyczny kącik - powiedział Paweł.
- Zatorski, jak ja cię zaraz - powiedziałam grożąc mu palcem. Atanasijevic jedyne co zrobił to zaczął się śmiać. - Wy jesteście porąbani!
- Ładnie to tak? - zapytał Daniel patrząc na mnie śmieszny wzrokiem z góry, nie wytrzymałam i zaczęłam się z niego śmiać. Alek oczywiście widząc minę Pliny zaczął się śmiać jeszcze bardziej. Sam winowajca, nie wiele dłużej wytrzymał z powagą i zaraz śmiał się z nami.
- Jeny, dziewczyno, co ty im dajesz, że się ciągle śmieją? - zapytała Karolina stając obok Daniela.
- Właśnie nic i to chyba mój błąd - powiedziałam klepiąc Alka w ramię.
- What's up? Do you wanna fight? - zawołał Serb nagle poważniejąc. Napiął klatę, co wywołało śmiech wśród wszystkich obecnych.
- Obiad na stole - krzyknął mężczyzna w surducie, gdy śmiechy powoli cichły. Nadal w cudownych nastrojach wszyscy powędrowaliśmy do stołu. Wszyscy zajmowali miejsca, w bliżej nie określony sposób, mi się trafiło miejsce między Alkiem i Danielem. Oboje byli z tego wyraźnie zadowoleni, co mnie lekko rozbawiło. Do pomieszczenia zaczęli wchodzi kelnerzy z tacami pełnymi talerzy. Najpierw podano marchewkową zupę krem, który była idealnie doprawiona. Następnym daniem było puree ziemniaczane, grillowana ryba oraz lekka sałatka. Wszystko było tak pyszne, że na jakiś czas rozmowy, niemal całkiem ucichły. Gdy ostatni z gości zjadł kelnerzy zabrali naczynia, a my mieliśmy chwilę przerwy w jedzeniu.
- Jezu, jakie to było pyszne! Ja chcę poznać szefa kuchni - powiedziałam do Daniela, który zaczął się ze mnie śmiać.
- Jak chcesz to możemy się do niego przejść, może nas nie wygoni, bo podobno jest zaborczy względem swojej kuchni - odpowiedział.
- No to koniecznie idziemy!
 Powoli wstaliśmy ze swoich miejsc i powędrowaliśmy za jednym z kelnerów.
- Dzień dobry - powiedziałam zaglądając przez drzwi.
- Dzień dobry! - zawołał jeden z kucharzy. Weszliśmy do pomieszczenia, gdzie unosiły się zapachy słodkości.
- Ja chciałam w imieniu swoim i myślę całego tamtego pokoju, pogratulować tak pysznych dań! Nie wiem, kto jest tutaj szefem, ale wydaje mi się, że zasługa jest w całym zespole - powiedziałam patrząc na każdego po kolei. Uśmiechu na ich twarzach powiększały się z każdym moim słowem.
- Cieszymy się, że smakowało.
- Czy ja bym mogła tylko zapytać jakich ziół dodaliście do tej ryby? Bo była idealnie skomponowana. Czuło się tę morską bryzę nawet. To zasługa soli morskiej czy jeszcze czegoś?
- Ty się dziecko znasz na gotowaniu? - zapytał jeden ze starszych.
- Trochę tak.
- Niech pan jej nie słucha, podobno jest najlepsza w rodzinie - powiedział Daniel.
- Sara, daj no mi tu jeden fartuch - powiedział ten sam kucharz. - Zaraz sprawdzimy naszą ciekawską pannę.
- Tak jest szefie - odpowiedziała dziewczyna idąc do małego pomieszczenia obok. Po chwili wyszła z białym fartuchem, którym mi podała.
- No, to ubieraj, brakuje nam jednej osoby do deserów - powiedział. - A pan, jeśli można prosić, niech wróci do swoich gości - dodał z uśmiechem wskazując drzwi. Daniel posłusznie wyszedł.
- No dobra, to za co mam się brać, szefie? - zapytałam patrząc na niego.
- Umiesz robić ciasta? Lody? Czekoladki?
- Tak.
- Tak co?
- Tak wszystko.
 Kilko z kucharzy lekko zachichotało.
- No dobra, no to pomożesz Łukaszowi w cieście czekoladowo-bananowym, mają być a'la tarty, banany na wierzch, a na nie bita śmietana. Jasne?
- Jasne! Który to Łukasz?
- Tu jestem, chodź, chodź, mamy co nieco do zrobienia - zawołał mnie mężczyzna, którego wieku nie mogłam zidentyfikować. Miał ciemną karnację, ciemne oczy, ciemne włosy i kilkudniowy zarost.
- Cześć, jestem Gośka - powiedziałam podając mu dłoń.
- Łukasz - odpowiedział trzęsąc moją dłonią z uśmiechem na twarzy.
- Szefie, ale czy może się dziewczyna przebrać? Bo przecież jest jednak gościem, później wyjdzie do nich brudna - zawołał w kierunku pracującego mężczyzny.
- Pewnie, trzy minuty i jesteście spowrotem - odpowiedział.
- Ale ja nie mam nic do przebrania - zwróciłam się do Łukasza.
- Spokojnie, ja mam, chodź.


wtorek, 5 lutego 2013

Rozdział 43.


 Widok był rzeczywiście niesamowity. Za pensjonatem znajdował się staw, otoczony lasem i ławeczkami. Daniel zaczął mi opowiadać, że kiedyś był tu dom jednorodzinny, w którym mieszkała rodzina polska. Było to w czasie drugiej wojny. Ojciec był generałem, matka zajmowała się domem i mieli trójkę dzieci. Najstarsza z dziewczyn właśnie skończyła osiemnaście lat i przez przypadek poznała niemieckiego żołnierza, w którym się zakochała. Ojciec oczywiście nie mógł się dowiedzieć, więc spotykali się potajemnie. Chłopak chciał aby została jego żoną, ale wiedziała, że nigdy do tego nie dojdzie, ponieważ ojciec nienawidził Niemców. Spotykali się dwa, trzy razy w tygodniu. Pewnego dnia jednak chłopak się nie zjawił w umówionym miejscu, dziewczyna rozpaczała kilka dni, myśląc, że zabili go gdzieś na froncie. Dwa tygodnie później jej ukochany zjawił się w drzwiach domu z bukietem kwiatów prosząc o jej rękę. Tak jak dziewczyna się spodziewała, ojciec zaczął krzyczeć, powiedział, że nigdy się na to nie zgodzi. Chłopak z cierpliwością zaczekał aż stary żołnierz się wypowie, później oznajmił, że był jedynie "wtyczką" w niemieckich szeregach, że jest Polakiem, a w dodatku synem dawnego przyjaciele ojca dziewczyny. Mimo, tak prostych wyjaśnień starzec był nie ugięty. Stwierdził, że chłopak musi się najpierw postarać o rękę jego najstarszej córki. Nadeszło lato, chłopak każdego dnia odwiedzał rodzinę, chcąc pokazać jak bardzo kocha swoją wybrankę. Zabierał ją na spacery, pikniki, przynosił prezenty. Pewnego dnia starzec po rozmowie z żoną uznał, że ten chłopak będzie dobrym mężem dla ich córki. Zgodzili się na ślub, który odbył się w ich domu. Młodzi żyli długo i szczęśliwie, mimo zawirowań, które również później los im zafundował, ale o nich Daniel już tak dokładnie nie wiedział. Zadzwonił telefon Daniela, więc postanowiliśmy, że pora zejść na dół. Śmiechy i gwar rozmów można było usłyszeć już na schodach pół piętra. Gdy tylko zjawiliśmy się w drzwiach, zaraz podbiegła do nas jakaś dziewczyna.
- Daaaniel, staruszku - zawołała rzucając mu się w ramiona. Domyśliłam się, że to jego siostra. Uścisnął ją mocno i zaczęli się oboje śmiać.
- Cześć Karola - powiedział wypuszczając ją z ramion. W szpilkach była wyższa ode mnie o głowę, blond włosy miała zaplecione w warkocza, ubrana była w dopasowane jeansy, koszulę i marynarkę.
- A to kto to? Wybacz mi moje maniery, ale dawno nie widziałam się z bratem - zwróciła się do mnie.
- Jestem Gosia - odpowiedziałam podając jej rękę, którą lekko potrząsnęła.
- Pierwszy raz cię widzę w tym towarzystwie, nowa jesteś co nie?
- Można tak powiedzieć.
- Gosia jest szwagierką naszego trenera - dodał Daniel.
- Ah tak, to pewnie masz bliski kontakt z tymi wielkoludami co? - zapytała.
- No czy ja wiem, że taki bliski. Daniel jak myślisz? - obróciłam wszystko w żart i miałam nadzieję, że załapał.
- No to już zależy z którymi - odpowiedział puszczając mi oczko. Oboje zaczęliśmy się śmiać, a na twarzy jego siostry pojawił się wielki uśmiech. - A tak właściwie gdzie ty masz tą swoją koleżankę? - dodał zwracając się do niej.
- Darie? A gdzieś już chodziła, szukała kogo bu tu poderwać - powiedziała rozglądając się po pomieszczeniu. - O i widzę, że dobrze wybrała - zaczęła się śmiać, a ja skierowałam oczy w tym samym kierunku. Zobaczyłam tam Bartka stojącego ze szklanką soku pomarańczowego, a obok niego tlenioną blondynkę średniego wzrostu, w krótkiej spódniczce i z dekoldem do pępka. No może z tym dekoldem to przesadziłam, ale był spory. Spojrzałam na Daniela, który miał tak samo głupią minę jak ja. Spojrzał na mnie, lekko się uśmiechnął, pokręcił głową i wzruszył ramionami.
- Gosia mogę cię na sekundę porwać? - zapytała Hania, która właśnie do nas podeszła.
- No pewnie, przepraszam was na chwilę - powiedziałam do poprzednich rozmówców i poszłam za dziewczyną.
- Czy ty widziałaś CO przyczepiło się do Bartka? - zapytała gdy zostałyśmy same na korytarzu. Udawała poważną, ale widziałam, że lekko ją ta sytuacja śmieszy.
- No widziałam i co?
- Hmm, bardzo luźno do tej sprawy podchodzisz.
- No a co ja mam zrobić? Iść i pokazać, że jest mój? Przecież ma język, ma mózg, da sobie radę.
- Dobra, tylko uważaj, chłopacy zachwycali się jej atutami - powiedziała zaokrąglając rękami miejsce w okolicach piersi, na co obie wybuchnęłyśmy śmiechem.
- Wiedziałam, że ciebie też to trochę śmieszy.
 Powolnym krokiem wróciłyśmy do sali głównej, w której nadal trwały dyskusje. Podeszłam do stolika żeby nalać sobie soku.
- To ty coś z tą Gosią? - usłyszałam kobiecy szept. Zerknęłam jednym okiem i zobaczyłam Daniela rozmawiającego z Karoliną. Chłopak miał właśnie coś odpowiedzieć, ale nie zdążył, bo siostra mu przerwała. - Wiesz, ja się cieszę, że w końcu zebrałeś się po Marcelinie, ja ci od samego początku mówiłam, że ona nie jest dla ciebie. Ta wydaje się o wiele milsza, ale na litość boską, ile ona ma lat?! Dwadzieścia? Daniel trochę poszalałeś. - dodała śmiejąc się i szturchając go ręką. Zabrałam kubek i poszłam gdzieś usiąść. W pokoju obok, był mini barek i kominek. Usiadłam koło kominka i się zamyśliłam, ale nie długo byłam sama.
- Hello - zagadnął mnie chłopak, spojrzałam w górę i poznałam po chwili, że to nikt inny, a sam Aleksandar.
- Hi - odpowiedziałam z uśmiechem klepiąc miejsce na kanapie obok siebie. Chłopak chwilkę się zawachał, po czym usiadł koło mnie.
- Coś się stało? - zapytał po angielsku.
- Nie, nie. Chciałam posiedzieć sama, a później kominek mnie zaczarował - odpowiedziałam śmiejąc się.
- Czy nie będę ci przeszkadzał jeżeli tu zostanę? Obiecuję, że jeżeli nie masz ochotę na rozmowę, możesz milczeć.
 Po tych słowach zaczęłam się śmiać, a on zrobił to samo.
- Jak ci się żyje w Polsce? - zapytałam.
- W sumie dobrze, brakuje mi rodziny, ale chłopacy starają się jakoś się mną opiekować.
- No to miło z ich strony. Alek?
- Tak?
- Co robisz w przyszły poniedziałek?
- Nie wiem, mamy pewnie wolne od treningu, a o co chodzi?
- Idźmy do kina! I na dyskotekę. Tak większą grupą. Został mi tydzień ferii i chcę odpocząć jak najlepiej się da.

***
to dzisiaj macie Alka ; )